2 czerwca 2010

Zalegly post

Kolejny wschód słońca po złej stronie :) Wspominałem, że pogoda się zepsuła? Nie do końca. Przyjeżdżając tutaj czytałem poradniki, przewodniki bla, bla, bla. W każdym pisze, że pogoda jest nieprzewidywalna. Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli. Wstając rano przywitał mnie rzęsisty deszcz. Potem ulewa a po ulewie, ściana deszczu. Ani skrawka jasnego nieba. I tak do pierwszej bo otóż popołudniu jak ręką odjął niebo zrobiło się błękitne i wyszło prażące słońce. Żeby było zabawnie wieczorem znów zaczęło padać. Gdybym tak był poza miastem na wycieczce, chyba bym zwariował. „Kurtkę włóż, kurtkę ściągnij, bluzę ściągnij, kurtkę włóż.. aa, nie tak, kurtkę ściągnij, bluzę włóż, kurtkę włóż…” i tak w kółko. W każdym układzie dzisiaj dzięki pogodzie zwiedzania nie było. Był rekonesans domowy :)


Dzięki uprzejmości Kitty wysłałem kolejne CV i do was wpis. Nie było opcji wyjścia na pole (do kafejki) przed pierwszą popołudniu. W taką pogodę nawet wodoodporne buty (które również przytachałem te tysiące kilometrów) poddały by się spływającej po nogach wodzie. Niewiele więcej jednak mogłem zrobić, ponieważ Kitty również ma ograniczenia transferu na Internet i każde połączenie spisuje sobie na kartce sumując ile jej jeszcze w miesiącu zostało… Tak na marginesie dziś dowiedziałem się, że prawdziwe imię Kitty to Soraya, ale bardzo go nie lubi i woli być nazywana Kitty.

Wracając do szukania pracy. Wysłałem już w sumie z 15 CV i skończyły mi się możliwe oferty pracy. Przynajmniej te w Auckland. Na razie nie wysyłam nic poza, z wielu powodów. Głównym jest to, że obecnie tu mieszkam :p Ustawiłem sobie tykający zegar na 1,5 miesiąca. Po tym okresie zacznę wysyłać CV gdzie popadnie. Dla nieświadomych, po 3 miesiącach obywatel UE na wizie turystycznej musi opuścić kraj.

Dzięki temu, że jestem pracoholikiem zaczynam się stresować, że nie mam co robić i nie znajdę pracy. Wiem, że to dopiero 3 dni robocze odkąd zacząłem odpowiadać na oferty, ale nie mogę się pozbyć takiego uczucia. A bo nie jestem stąd, a bo nie mam wizy pracowniczej i nikomu nie będzie się chciało jej załatwić, a bo słabo mówię po angielsku, a bo jest pierwszy, więc zatrudniać dopiero będą pod koniec miesiąca… i tak w kółko. To chyba efekt spędzenia dnia w domu. Jutro zdecydowanie muszę wyjść pozwiedzać!


Natomiast dzięki uprzejmości Lindy dostałem deszczowy zestaw, w znaczeniu książkę (Jonathan Kellerman „Evidence”) oraz zestaw filmów dvd do obejrzenia. Dzisiaj obejrzałem Nowozelandzką produkcję Petera Jacksona. Nie pamiętam tytułu, ale film jest stary i jest oparty na faktach, o dwóch nastoletnich Nowozelandzkich przyjaciółkach, które mają wyimaginowany świat a potem świrują :) Ogólnie trochę przerażający jak na fakt, że przyjeżdżając tutaj wyobrażałem sobie NZ jako „najbezpieczniejszy kraj na świecie” :p Cóż, Linda i Kitty tego nie ułatwiają. Radzą, aby w nocy nie szwędać się po ulicy samemu. Zawsze można spotkać jakiegoś „wyspiarza”, który będzie miał w czubie i będzie chciał się bić. Przez wyspiarzy Kiwi rozumieją imigrantów z wysp oceanii (Samoa, Nowa Gwinea). Na stwierdzenie, że jestem dużym chłopcem i sobie poradzę mówią: może i jesteś, ale jak im się nie spodobasz to w samochodzie za rogiem mieszka cała ich rodzina. Spróbuj pogadać z dziesięcioma takimi. Dzięki takim opowieściom dzisiejszy wieczorny wypad po nowozelandzkie wino, który miał mi umilić deszczowy dzień, przepadł z kretesem.


Na koniec poranny update. Pogoda jest śliczna (ok. 20 stopni, przypominam, że jest późna jesień), a ja powoli odlatuję do Polski. Konkretnie ulatniam się :) Nie wiem skąd się bierze ten efekt, ale codziennie rano mam zaparowane okna. Od wewnątrz. Nigdy się z tym nie spotkałem, chyba że na jakiejś bardzo małej przestrzeni (czyt. samochód) a mój pokój w końcu nie jest aż taki mały. Dziwne. Muszę iść na poranną herbatę, żeby uzupełnić ubytki w wodzie! :p A propos poranków to codziennie witają mnie śpiewy jakiś ptaszków (nie są upierdliwe M. i wcale nie zamierzają się znudzić :) ). Niestety skubane chowają się między drzewami, przez co ich nie widzę, ale kiedyś na pewno uda mi się zrobić im foto. A foto uploaduje wam dopiero, jak dorobię się porządnego internetu. No może zacznę nosić pojedyncze zdjęcia na penie do kafejki.

Dzisiaj w planach oczywiście wizyta w kafejce i może w jakimś centrum handlowym. Muszę kupić buty, ponieważ zestaw, który zmieścił się w 20kg bagażu to ciężkie buty trekkingowe (na nogach), trampki i klapki ( w bagażu). Próbowałem zakupić zestaw w Londynie, ale niestety wszystkie, którymi byłem zainteresowany miały rozmiar albo mniejszy albo większy od mojego.

Po zakupach cel: half moon Bay, Bucklands Beach oraz kilka innych po drodze. Popołudniu obiecałem Kitty, że pogram z nią na playstation, ponieważ zostaje sama w domu. Linda jedzie odwiedzić rodzinę, której dawno nie widziała. Tyle na dziś. Miłego dnia … yyy… nocy… zależy skąd czytacie ;)



Jeszcze na koniec update. Znalazlem lepsza kafejke, choc troche dalej (jakies 20 minut na nogach). Przede wszystkim taka kafejka z prawdziwego zdarzenia, tzn tylko kafejka. Tamta, to kilka komputerow w sklepie. Wiec nowa kafejka jest tansza, ma mozliwosc podlaczenia usb, nagrywania, drukowania. Full wypas :) No i w koncu jutro bede mogl wam opublikowac troche zdjec.

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

A ja mysle, ze to kwestia czasu jak poleca oferty, ktore Cie uspokoja ;) Jestes macher [nie mylic z moher ;) ] - dasz rade :) Swoja droga, troche Ci zazdroszcze tropiku.

Another New Kiwi pisze...

Otóż mój drogi, od razu widać że nie jesteś na bieżąco. My tą pogodę doskonale znamy ponieważ dokładnie tak samo jest teraz w Polsce.. czasem słońce czasem deszcz... a czasem żaby. W każdym bądź razie dostosowujemy się do NZ, na Wietora grzeją w kaloryferach (sit 2 czerwiec!!). Więc zima już pewnie blisko :p

Wiosanna pisze...

Ta, teraz słyszysz ptaki, których nie widać, a za jakiś czas będziesz nam wmawiał, że to papugi tak ładnie śpiewają ;)

Pat pisze...

Ralf, widzialam ze olewasz fejsbuka. Info ode mnie masz czy wyslac Ci jakos inaczej?

New kiwi pisze...

@Pati - mam, mam. Dzisiaj bede wysylal smsa :) Dzieki

@Madzia - ptaki to malo, za oknem slysze rowniez pociagi ktore mam calkiem niedaleko domu :P

@Julka - ja wiem, ze pogoda jest podobna, ale nie wmowisz mi ze tak szybko sie zmienia ;)

Prześlij komentarz