6 lipca 2010

Deszcz = dom, dom = nuda!

Zbliżam się do momentu, kiedy zaczynają mi się kończyć pomysły na pisanie. A przynajmniej codzienne. Wynika to zapewne z coraz bardziej zarysowującej się pogody zimowej (czyt. deszczu). Powoduje to, że cały dzień spędzam w domu i piszę sobie D(r)upala + bawię się JS.

Co wam ciekawego mogę powiedzieć to tylko 2 rzeczy. No może 3. Pierwsza to standardowo codzienna, czyli praca. Wpadłem na pomysł, że skoro mogę pracować jako wolontariusz, to czemu by nie popracować jako wolontariusz u przyszłego pracodawcy. I z tym pomysłem uderzyłem do Sama (który szuka mi pracy), który stwierdził, że jest to świetny pomysł i w tym tygodniu będzie rozmawiał z kilkoma osobami o mnie i zobaczy czy uda mu się coś zdziałać w sprawie pracy+wizy. Ogólnie mój pomysł polega na tym, że dostaję ofertę pracy od pracodawcy i na pozwolenie o pracę muszę czekać. Zajmuje to podobno ok. 2 tygodni. W tym czasie jednak mogę pracować już dla tego pracodawcy jako wolontariusz, co zapewni lepszy start, bo on nie będzie musiał za ten okres płacić (a nawet mu nie wolno ;) ) a ja przez ten czas na luzie nauczę się co w tej firmie piszczy. Wolontariusze nie potrzebują pozwolenia na pracę. Dodatkowo wczoraj zgłosiła się ta firma, których 60 czy 70 pytań uzupełniałem w piątek i poprosili o więcej detali. Plus jest taki, że w tym ich formularzu zaznaczałem, że nie mam wizy, więc są tego świadomi. W podziękowaniu za zainteresowanie skrobnąłem im 4 stronicowy dokument o sobie, czym się zajmowałem, co lubię robić, co robię najlepiej, jakie są moje wady, zalety bla bla bla :) po prostu staram się dobrze sprzedać.

Druga rzecz to to, że się przeprowadzamy. Już na 100%. Prawdopodobnie już za tydzień. Przeprowadzamy się do jednej dzielnicy dalej, do jakiejś (podobno) bardzo spokojnej i ładnej dzielnicy. Do dużego domu, gdzie 3 sypialnie są na dole a 2 na górze. Podział jest taki, że dzieciaki będą na dole, Kitty, Linda i ja na górze. Opłaty za mieszkanie za to spadną o ok. połowę dopóki mieszkam sam. Podobno jest też bardzo blisko oceanu i promu do centrum (zamiast pociągu ;) ). Zobaczymy. Jeszcze nie byłem, ale jakoś w najbliższym czasie mamy się wybrać, wtedy będę mógł powiedzieć więcej.

Ostatnia rzecz to ciekawostka. W tutejszej TV leci coś takiego jak wojny sąsiadów. Po obejrzeniu wczoraj stwierdzam, że nie wszyscy ludzie są tacy mili i przyjemni tutaj :) Z jednej strony bardzo zabawny program jak się go ogląda, ale jak się zastanawia o co i jak Ci sąsiedzi walczą ze sobą i to na oczach telewidzów, to już nie jest zabawne. Wczorajszy odcinek zajął się cały wojną pomiędzy starszą Chinką dokarmiającą ptaki i kaczki w parku a sąsiadami, którym przeszkadzają te masy kaczek, mew itd, ich odchody i hałas. Dlatego wysyłają babce wycinki z gazet o polowaniach, wydzwaniają udając kaczki, nawet podrzucili w worku zastrzeloną kaczkę LOL! W dodatku donieśli do tutejszego urzędu miejskiego na babkę a urząd oficjalnie zakazał babce karmić ptaki, co podobno jest dla nich szkodliwe. Ogólnie szopka. Babka widać, że mocno szurnięta, ale z drugiej strony jak cały świat jest przeciw niej, poszła by sobie karmić ptaki nad zatokę albo cuś. Tak czy owak takie rzeczy też się tutaj zdarzają ;)

1 komentarz:

Izabela pisze...

a coż ty taki milosierny dla kaczek jestes ?? huh??... ja tez bym ich nie dokarmiala...:P

Prześlij komentarz