21 lipca 2010

Trochę offtopic

Dzisiaj troszkę o TV i jedzeniu :)
Najpierw o publicznej TV, czyli TZNZ. Zupełnie inne zwyczaje niż u nas. Zacznijmy od tego, że reklamy są dużo krótsze, zwykle maksymalnie 2-4 w ciągu jednego pasma reklam, ALE, ale są puszczane prawie z zegarkiem w ręku co 15 minut. To oznacza, że reklamy przerywają nawet... główne wydanie wiadomości! Jest to irytujące, ale da się dużo bardziej przyzwyczaić niż do naszych reklam, ponieważ, można sobie pójść zaparzyć herbatę, nalać soku czy zrobić kanapkę. Tyle mniej więcej trwa pasmo reklam, w przeciwieństwie do naszego, podczas którego można zrobić sobie obiad :D
Jeśli chodzi o inne zwyczaje, to (nie spotkany przeze mnie wcześniej) przerywanie seriali przez programy?! Tak, tak, oznacza to, że leci sobie serial 10 minut, potem 5 minut programu rozrywkowego, potem dalsze 10 minut serialu, znów przerwa na program + reklamy, i na koniec znów serial. To chyba taki sposób na przyciągnięcie widowni do programów rozrywkowych. Nie jest to co prawda jakiś ważny program ani serial (bo oba młodzieżowe), ale jednak strasznie dziwne toto.

W telewizji jest bardzo dużo amerykańskich produkcji, sporadycznie chyba 2 seriale NZ. Jak już wiecie jest Oprah, jest dr. Phill itd. Są też najnowsze seriale i filmy, czyli zaraz po edycji US lecą tutaj house wifes, greys anatomy (czy jakoś tak), z ostatnich filmów był Jumper, był Wanted, był Spiderman 3. Ogólnie nie oszczędzają tak jak nasze public tv. Natomiast tematem nr jeden większości talk show i programów rozrywkowych ostatnio jest Mel Gibson i jego telefon do żony/narzeczonej (nawet nie wiem). Gdyby ktoś nie znał sytuacji, a pewnie w Polsce w ogóle o tym cisza, to tutaj jeden z plotkarskich show. Ogólnie jakaś wielka szopka, nie wiadomo czy śmiać się czy płakać. Nie wiadomo kto głupszy, laska która naciągnęła Gibsona na aferę czy Gibson, który dał się w to wciągnąć :) Ale powoli już wszystkich to nudzi, a ja się tylko zastanawiam jakim prawem w USA, gdzie przecież są milionowe odszkodowania, jakiś portal publikuje nagraną nielegalnie rozmowę?!
Jeśli chodzi o wiadomości, to przeważają te ze świata, ponieważ tutaj jest wielka nuda. Tzn nikt się nie strzela, nikt się nie morduje, nie mają komisji śledczych, parlament malutki, wszystko skupia się w koło premiera a ostatnio największą aferą było płacenie przez parlamentarzystę za firmy porno służbową kartą kredytową. Cały tydzień o tym trąbili ;) Ze strasznych rzeczy, to postrzelono ostatnio 2 policjantów, ale chyba o tym pisałem. Tutaj generalnie jest wielki problem z hodowlą marihuany. Wszystko z powodu ilości zieleni i możliwości jej ukrycia. Podobno są całe gangi i całe plantacje na totalnych bezdrożach. Szczegóły możecie zobaczyć w filmie "BOY", nowozelandzkiej produkcji. Polecam, bardzo śmieszny a jednocześnie poważny. Dziewczyny przekonują mnie natomiast, że poza miastami tak właśnie wygląda nowozelandzka wieś.

Jeśli chodzi o jedzenie, to gotując sobie codziennie już od prawie 2 miesięcy nauczyłem się kilku rzeczy :) Tak tylko krótko kilka wniosków na bazie ostatniego tygodnia, może będzie częściej ;)
Najlepsze spaghetti bolognese wychodzi z proporcji 1-1 mięso/pomidory :) Próbowane już 3 razy w różnych proporcjach i z różnych składników i odkryłem w tym tygodniu, że idealny smak wychodzi z 500g mięsa mielonego + 500g pomidorów z puszki (takie pokrojone obrane w puszce). Naprawdę porządny sos bolognese z tego wychodzi.
Po drugie, nie da się gotować całego obiadu na raz. Nie da się zmieścić patelni i 2 garnków za cholerę ani po przekątnej, ani tak, ani siak. No chyba, że ktoś ma małą patelnie :) Trzeba było się więc nauczyć gotować na raty. I z tego powodu wnioski - zostawiając brokuła w ciepłej wodzie, mimo wszystko się rozgotuje (trudno przewidzieć co? :D ), to samo z ziemniakami. Zostawiając mięso na patelni nasiąka tłuszczem. Zostawiając mięso poza patelnią, robi się zimne, trzeba włożyć do mikrofali i robi się suche. Ogólnie gotowanie na raty to masakryczne przedsięwzięcie, ale jakoś idzie :)
(przerywnik, właśnie lecą Simpsonowie w TV i jest "gay dog parade" hahaha!).
Dodatkowo gotowanie dla 1 osoby to jeszcze większe przedsięwzięcie. Nikt w świecie przemysłu nie przewidział zakupów dla 1 osoby :) Najmniejsza paczka mielonego to 500g. Starcza na 4 mielone albo sos bolognese na 3 dni! Najmniejsza paczka piersi z kurczaka to jedna podwójna, czyli jakieś 400-500g. Dobrze, że ziemniaki sprzedają na sztuki :p Ogólnie problemów z samotnym życiem c.d. będzie jutro, bo dziś się już rozpisałem. Jak zapomnę, to mi przypomnijcie.

Dzisiaj jeszcze tylko przerywnik o pracy, żeby było trochę monotonnie też! Otóż postanowiłem zadzwonić do Sharnie i Sama, bo ani jedno ani drugie nie odzywa się na mojego maila od poniedziałku, co mnie trochę wkurzyło. Okazuje się, że panuje jakaś cholerna epidemia, bo oboje chorują. Cóż, mnie jakoś nie dopadło, ale od 2 dni kiszę się w domu, bo rzeczywiście panuje jakaś wichurowa ulewa, więc wyciąganie parasola grozi połamaniem (a to tylko pożyczony), a przy okazji jak widać ludzie chodzą po ulicach i zarażają :D Nic to, jutro wracają dziewczyny, więc będzie jakaś rozrywka. Począwszy od tego, że rano przydało by się posprzątać dom :)

p.s. trochę nowych gadżetów blogowych z zabawy ustawieniami ;) zauważyłeś?

3 komentarze:

Pat pisze...

Ralf... takie pytanie. w PL nie gotowales? ;) wierz mi, gotowanie "naraz" jest bardzo proste do opanowania, tylko trzeba sobie potrawe na czynniki pierwsze rozlozyc i wychodzi na to, ze caly obiad robisz w maks 30 minut i wszystko jakims cudem miesci sie na kuchence ;) a jak chcesz zostawic tego brokula w garnku to odlej wode ;) garnek jeszcze chwile bedzie trzymal cieplo, a warzywko sie nie rozpadnie ;) no i mieso na sam koniec. przykladowo schabowy. grzejesz patelnie, wkladasz miesko, w miedzy czasie odlewasz ziemniaki, brokula itp itd, zdazysz wszystko na talerz wyciagnac na luzie, zeby na koniec moc sciagnac swieze miesko z patelni. nie ma szans, ze reszta ostygnie ;)

New kiwi pisze...

Gotowałem, jasne :) Tylko w Polsce jakoś tak zawsze okazyjnie. Obiad jadło się w pracy. To oznacza, że zwykle były jakieś wymyślne posiłki, jakieś zapiekanki, pulpety, wszystko zwykle kończyło w 1 garnku, a teraz są normalne - polskie ;) Patelnia zajmuje mi 2 miejsca na kuchence (elektrycznej). 2 garnki się do tego mieszczą, ale nie tak, żeby mieć na środku grzałkę, a niestety bez tego ta franca lubi się wyłączać (nie ma styku i nie grzeje). Więc to wszystko nie takie proste ;)

Pat pisze...

a widzisz. my niby mamy plyte gazowa, ale palniki sa jakos tak blisko siebie, ze duza patelnia i duzy garnek mieszcza mi sie tylko po skosie ;) tez musze sobie jakos radzic. dlatego ucze sie gotowac w mniejszych garnkach (jak sie da ;)) albo wlasnie tak rozkladac sobie prace, zeby sciagac jeden garnek i odrazu stawiac drugi. jakos sie udaje ;)

Prześlij komentarz