5 lipca 2010

Zakochalem sie

W Nowej Zelandii! Od tego weekendu mogę powiedzieć, że byłem lamerem i amatorem i tak naprawdę g. widziałem. Jednak w sobotę dziewczyny (w końcu!!!) zabrały mnie na TĄ plażę, jakieś 40-50km od Auckland na zachodnim brzegu, przez prawdziwą Nowozelandzką drogę, na prawdziwą Nowozelandzką plażę surferów. Było PIĘKNIE!!! Ale od początku.
W sobotę wstałem ok. 12, jako że noc była pełna piłki nożnej :) zszedłem na dół na śniadanie, gdzie spotkałem całą reprezentację. Kitty, Linda, Hailey i Keyla. Powiedziały, że wybierają się na plażę Piha i czy zabieram się z nimi. Jeśli tak, muszę wyzbierać się w godzinę. Dla mnie żaden problem ;) W tą godzinę notabene zdążyłem zjeść śniadanie, wziąć prysznic, skoczyć do kafejki, wrócić a one jeszcze nie było gotowe :p Jak to z kobietami. W każdym układzie w międzyczasie układ się zmienił i z chętnych została tylko Kitty, Linda i Keyla (najmłodsza córka Lindy). Wsiedliśmy do samochodu ok. 13 i wyruszyliśmy na zachód. W międzyczasie Kitty stwierdziła „mam nadzieję, że tam jest ładniejsza pogoda”. Możecie się śmiać, ja się śmiałem z tego stwierdzenia, ale okazuje się, że po tych 40km jazdy, przejechaniu na drugie wybrzeże wyspy pogoda się zupełnie zmieniła! Podobno to jest zupełnie normalne, że od jeśli wschodniej strony jest pochmurno z małymi przejaśnieniami, to od strony zachodniej może prażyć słońce. Niesamowite! Pogoda więc udała się znakomicie. Wziąłem ze sobą zestaw do pływania, jednak pora o której wyjechaliśmy spowodowała, że byliśmy tam po prostu za późno i było za zimno.
Droga piękna, zastanawiałem się, czy nie urządzają na niej rajdów samochodowych, bo jest górzysta, kręta i wąska, w dodatku z pięknymi widokami.

Widoki na TEN ocean przepiękne i na górzystą, zieloną Nową Zelandię

Po kolejnych 20 minutach drogi zjeżdżamy z gór i zjeżdżamy drogą na plażę. Widok zapiera dech w piersiach, sama droga i widok z góry przypomina Cinque Terre we Włoszech. Plaża prawie pusta, tylko kilku surferów, natomiast bardzo ładnie zorganizowana, parkingi, toalety, prysznice, wszystko co trzeba. Podobno w wakacje nie ma gdzie szpilki włożyć. Mijamy zarośla dzielące parking od plaży i taki oto dostajemy widok:

Więcej zdjęć jest w albumie, o ile zdążę je wgrać ;) Ogromne fale, surferzy i przepiękne widoki na skaliste wybrzeże. I czarny piasek! Nie do opisania. Posiedzieliśmy tam jakieś 40 minut i jako, że zbliżał się wieczór pojechaliśmy na grilla. I tutaj kolejny szok! Szok to mało powiedziane! W lesie, jest publiczne miejsce do grillowania. Z grillem elektrycznym! Publicznym! Darmowym! U nas pewnie trzeba by zapłacić „klimatyczne” za samo wejście, a tutaj mamy za darmo grilla! No i ten las. Nie do porównania z naszym. Zasadniczo bardziej opisałbym to jako dżunglę :) Gęste zarośla, palmy, dziwne drzewa, mnóstwo przedziwnych odgłosów zwierząt, ciemno, strasznie i SUPER! Mam krótki filmik, w końcu muszę zgrać filmiki na youtube :) Tymczasem wygląda to tak:

Niestety nie udało się dotrzeć do (podobno) pięknego wodospadu, ponieważ jest kilkadziesiąt minut drogi w głąb dżungli. A tutaj się ściemniało w dodatku trzeba było zjeść kiełbaski ;) Do pełni szczęścia brakowało widoku Kiwi (które żerują podobno w nocy), ale Linda stwierdziła „one na pewno tu żyją, ale to są nieśmiałe zwierzęta. Zresztą w sobotę wieczorem siedzą pod ziemią i zajadają się chipsami z dipem. Takie już są Kiwi” :D Przed samym zmrokiem, zjedliśmy, wypiliśmy po piwku i zabraliśmy się z powrotem do domu. Po drodze zahaczyliśmy o jeszcze większą plażę, niestety było już ciemno i jedyne co zapamiętam to ogromny, ogłuszający huk fal. Tutaj muszą być jeszcze większe :) Zasadniczo zastanawiam się, jak ludzie mogą mieszkać w pobliżu oceanu przy takim huku! Producenci szczelnych okien mają się jak wykazać ;)
Po sobocie, mogę powiedzieć 3 pewne rzeczy! Pierwsza, że tutaj zostanę. Jak nie dostanę pracy, to będą musieli mnie deportować, bo nie dam się stąd ruszyć! Druga, że kupię deskę surfingową, a trzecia, że kupię łódkę! Wszystko w odpowiednim czasie, ale na 200%!
Powrót do domu nie był już taki ekscytujący, bo było już ciemno, ale za to wynagradzała śmieszna atmosfera w samochodzie. W domu byliśmy późnym wieczorem, więc długo nie musiałem czekać na mecz, który znów był o 2 w nocy.
Jeśli chodzi o mecze, to już nie będę się rozpisywał, natomiast jedna uwaga – byli świetni piłkarze, nie zawsze muszą być dobrymi trenerami (patrz Dunga, Maradona) co nauczy federacje w przyszłości najpierw rozważać sławnych trenerów a później sławnych, byłych piłkarzy.
Niedziela minęła bardzo szybko. Najpierw długi sen, znów do 12 (po meczu), potem Drupal i pisanie jakiś modułów dla rozgrzewki. Dzisiaj napiszę do Sama, że już potrafię proste moduły w Drupalu napisać :) W następnej kolejności idzie uczenie się Symfony. Może napiszę moduł do Drupala w Symfony? ;)
Dzisiaj pracowity, dzień ponieważ muszę odpicować ten moduł, poinformować Sama, że mogę go wysłać na przykład mojej pracy i powysyłać kolejne ogłoszenia. Dlatego zbieram się z łóżka i dzisiaj was już żegnam.

4 komentarze:

cloo pisze...

JAKA PIEEEEEEEEEEEEEEEEKNA DROGA!!! Ja chce do NZ! :) Dzungla tez fajna, ale i tak najbardziej czekam na zdjecia kiwi. Mysle ze jak juz bedziesz mial wize to beda Cie traktowac jako new-kiwi i dadza sobie zdjecie zrobic :D
P.S. co jest na tych 2 ostatnich ciemnych zdjeciach? :)

Anonimowy pisze...

Czy w NZ macie problem z komarami/moskitami?

Izabela pisze...

No w koncu... na takie opisy czekalam... ja w przeciwienstwie to reszty twoich czytelnikow nie czytam bloga z poranna kawa tylko z wieczorna lampka wina... zmeczona po calym dniu bawienia sie w pania doktor...

Powodzenia..

New kiwi pisze...

@cloo - jak tylko pozwola mi wejsc pod ziemie i zajadac sie z nimi chipsami, to na pewno zrobie sobie z nimi zdjecie. Ewentualnie w koncu wybiore sie do zoo :D

@Anonimowy - i tak i nie. Problem z komarami i moskitami jest duzy ale... ale jest zima, wiec komary spia ;) W lecie jest plaga, ze wzgledu na ilosc zieleni. A przynajmniej takie mam info od dziewczyn :p

@Iza - w Twoj wieczor czyli w moj poranek, na jedno wychodzi :p Pewnie bedzie wiecej jak dostane prace i przestane oszczedzac a zaczne jezdzic po okolicy!

Prześlij komentarz