7 listopada 2010

Rasizm czy trzeźwe spojrzenie?

Przerwy na pisanie stają się coraz dłuższe. W tym tygodniu wyjątkowo było dużo pracy w pracy i nie miałem czasu wam nic napisać. Ale wdrożyłem naszą nową firmową stronę, nad którą pracowaliśmy 2 miesiące (sic!) i powinno być znów lżej. Żebyście mieli wyobrażenie, strona nie jest tak wypasiona. Po prostu połączenie tempa pracy z tysiącami nowych pomysłów i zmian + jednej zmianie całkowitego wizerunku w połowie pracy, daje czas 2 miesięcy na produkcję strony, która nie powinna zająć dłużej niż 2-3 tygodnie. Jak w przyszłym tygodniu pójdą poprawki, których mam dużą listę, to może się pochwalę :) Tymczasem na dzień wdrożenia (czwartek) serwer przez naszą partnerską firmę, obsługującą nas administracyjnie, był ledwo co ustawiony, a wczoraj (sobota) odkryłem, że można sobie chodzić przez sieć po katalogach serwisu i patrzyć na listę plików! Same pliki bibliotek na szczęście są zabezpieczone frameworkiem przed podglądaniem.

Żebym mógł do was łatwiej pisać, mógłbym mieć laptopa w domu. Problem w tym, że mija już ile? Miesiąc? Ponad miesiąc, odkąd laptop jest w serwisie u chińczyków? I dalej zero efektu. Dzwonili natomiast i powiedzieli, że naprawią w koszcie pierwotnej naprawy, czyli wymienią płytę główną w cenie wymiany karty graficznej. No ja myślę! Spierniczyliście, to powinniście nawet za darmo naprawić. Ale doszliśmy do ugody tą pierwotną ceną, która jest ponad 2 razy niższa od wymiany całej płyty, więc dzielimy się kosztami na pół.
Natomiast nauczka na przyszłość. Jesteście w Nowej Zelandii. Jak zresztą w większości krajów, najprostszymi pracami trudnią się emigranci. Tym samym w 90% serwisów pracują chińczycy i hindusi. I jeśli taki zauważycie to nogi zapas i uciekajcie na odległość wybuchu granatu, który wcześniej w takim serwisie zostawicie.
Zacznijmy od początku. Chińczycy i Hindusi strasznie narzekają na to, że ich kwalifikacje w Nowej Zelandii są nieważne. W ogóle. Jeśli taki Hindus jest magistrem mechaniki, to tutaj najwyżej może pracować w serwisie samochodowym. Jeśli jest magistrem logistyki, to może pracować jako taksówkarz. Bo jego papier jest po prostu nie uznawany. O Nowej Zelandii zresztą mówi się, że ma najlepiej wykształconych taksówkarzy na świecie.
Sprawa ta krąży po telewizji, po wiadomościach i różnych programach. Ze względu na to, że tych grup imigracyjnych jest strasznie dużo, po prostu protestują, nachodzą premiera w domu itd. Ja natomiast będę dzisiaj podły i z rządem się zgodzę. Wykształcenie Chińskie i Hinduskie w żadnym wypadku nie powinno być uznawane! Bo przecież widzimy jakiej jakości produkty i usługi robią w danych krajach, i taką jakość przynoszą do krajów rozwiniętych. Tym bardziej, że oni się zupełnie nie integrują. O tym, że trzymają się w swoich grupach i jeżdżą fatalnie, to już wam mówiłem. Ale żeby spotkać w immigration faceta - chińczyka, który chce wizę rodzinną, ale przytachał ze sobą tłumacza, bo nie potrafi słowa po angielsku?! Albo jeżdżąc pociągiem, patrzy się przez ramię chińczykom a Ci czytają chińskie gazety i chińskie książki! Hindusi słuchają hinduskiej muzyki a na małych odtwarzaczach DVD w pociągach oglądają filmy z Bollywood?! No to po kiego grzyba jeden z drugim tu przyjechałeś, jeśli cały dom przywozisz ze sobą? Przyjechałeś poznawać nową kulturę i zaprzyjaźniać się z nią, czy przyjechałeś kolonizować kraj kurna chata?! Bo tak to wygląda. Coraz więcej jednych i drugich przyjeżdża i robią się całe dzielnice ich. A tak naprawdę nikt ich tu nie chce.
Nie będę może aż tak uogólniał, bo może 1 czy 2 chińczyków na tysiąc jest wyjątkiem od reguły, ale zasada jest zawsze ta sama i powtarzalna. Chińczycy i Hindusi mają swoje osobne sklepy w których tylko oni kupują, mają swoich fryzjerów itd. A najlepszy numer jaki spotkałem, to zaczepić chińczyka pytając o drogę, który wysiada z luksusowego mercedesa pod domem, jest ubrany w garnitur, ewidentnie wraca z pracy i pytam jak gdzieś trafić a on na to "no, no, no speak english!". No do jasnej cholery jak już tu jesteś, to byś się przynajmniej to jedno zdanie nauczył poprawnie wymawiać!

Skąd moje frustracje? Otóż nadchodzi kolejna historia! Serwis komputerowy made in china już znacie. Poznajcie wszem i wobec serwis skuterów made in china mać! Skuter oczywiście chińskiej produkcji, no ba! Popularny również u nas Arrow 50. Jadę sobie do pracy, wjechałem w studzienkę kanalizacyjną, która była trochę zapadnięta. Bum pierwszym kołem, bum drugim kołem i trach! Odpadło mi tylne światło!!! No to zjechałem na bok, stanąłem i myślę, że podniosę i posklejam, bo wygląda, że jest w jednym kawałku. Tymczasem nadjeżdża autobus (jechałem po pasie dla autobusów) i jakby specjalnie oboma kołami na moje światło, z którego zostały oczywiście drzazgi. No to super, dobra. Przychodzę do pracy, otwieram google i szukam serwisów. Obdzwoniłem chyba z 4 i w żadnym nie mają części do tego skutera. W końcu wybucham: jak do cholery nie macie części, jak tych skuterów jest ponad połowa jeżdżących?!. W odpowiedzi usłyszałem, że części do nich można sprowadzić tylko z chin... Cholerne chińczyki. Nic to, dzwonię do 5 serwisu, Scootling (kolejna antyreklama), który z miłą chęcią sprowadzi mi tylne światło z Chin. Po ponad tygodniu oczekiwania, dostaję telefon - światło jest, przyjeżdżać, zamontujemy. Ok. Jadę bez światła w przerwie na lunch, modląc się, żeby mnie policja nie zatrzymała. Dojechałem, wjeżdżam do garażu i co? NIESPODZIANKA! Wszyscy pracownicy są skośnoocy!!! Ciekawe, że w mailu wszyscy podpisują się John, Robert, Danny albo jakoś angielsko brzmiąco, żeby się nie kapnąć... Dla złośliwych ja się podpisuję Ralf, co wymawiając brzmi angielsko, ale pisownia jest niemiecko-pochodna. Poprawnie, żeby udawać angielsko pochodzącego człowieka powinienem podpisywać się Ralph.
Wracając. Dojeżdżam, cholerny chinol przynosi paczuszkę i nożyk, otwiera przy mnie paczkę i co? NIESPODZIANKA! Światło zostało uszkodzone w trakcie transportu! No do #^%@#% nędzy mały bezmózgowy chińczyku, czemu nie otwarłeś tego przy kurierze, zanim do mnie zadzwoniłeś?!?!?! Pytam się go co teraz? On na to "zamówimy drugie". SUPER! To co ja mam zrobić? Nie będę przecież po mieście jeździł w jedną i drugą bez świateł. On na to, że mogę zostawić skuter. SUPER! Tylko jestem w dupie, jak ja dojadę do pracy spowrotem, kiedy mam tylko godzinę przerwy na lunch! On nie wie i przeprasza. OK! Wybaczamy małemu żółtemu bezmózgiemu człowieczkowi. Dzwonię po kolegę z pracy, żeby po mnie przyjechał. W międzyczasie proszę żółtków, żeby wymienili olej i sprawdzili skuter, bo są certyfikowanymi serwisantami, a ja odkąd go kupiłem, nie wiem w jakim jest stanie.
Nastaje piątek. Dostaję telefon, że skuter jest do odebrania. W sobotę wstaję o 8 rano, żeby dwoma pociągami dojechać tam. Dojeżdżam i dowiaduje się, że cała zabawa kosztuje mnie 240 dolarów. Dobra, super. Mam światło, mam wymieniony olej, na fakturze listę rzeczy które sprawdzili. Skuter w świetnym stanie. Bajka! Trochę zdegustowany ceną siadam i odjeżdżam. Jadę sobie wzdłuż oceanu, żeby się troszkę uspokoić. Piękne widoki, ludzie zaczynają się rozkładać na plaży, bo zbliża się południe a pogoda piękna. Kolor oceanu również przepiękny. I jadę sobie tak piękną drogą, aż muszę skręcić w stronę swojego domu. Skręcam, jadę dalej, przyjemny powiew wiatru na twarzy w piekącym słońcu. W oddali pali się światło. Pomarańczowe... czerwone. Zwalniam, skuter zwalnia obroty... staję skuter zwalnia obroty... i gaśnie. Chwila konsternacji, ale dobra. Może się zmęczył. Zapalam... Nic. Zjeżdżam na chodnik, powoli robię się już czerwony. Próbuję odpalić z kopa. Nic. Próbuję tak przez 15 minut na zmianę aż wyczerpałem akumulator i samego siebie. W życiu, przysięgam, w życiu nie słyszeliście takiej serii brzydkich, obraźliwych i rasistowskich słów jakie wypowiedziałem w tamtym momencie o chińczykach!!! No k* mać! Nie dość, że wszystko psujecie, to odbieram skuter od was "w świetnym stanie", przejeżdżam 5 kilometrów i skuter jakby nie żył! Jakby umarł zupełnie. Zero reakcji, nawet się nie dławi. I to powiedziałem im przez telefon, ale oni powiedzieli, że im przykro, ale w soboty nie ma samochodu, który podwozi zepsute skutery i mogą go odebrać dopiero w poniedziałek. EKSTRA. Tylko ja znów jestem w dupie! I jak niby mam wrócić do domu??? I gdzie mam zostawić skuter?! Na środku chodnika nie wiadomo gdzie?! Pan przeprasza i mówi, że to nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Zbieg okoliczności? To ja grzebałem w skuterze przez ostatnich kilka dni, czy wy? Bo jak nim przyjechałem do was to było z nim wszystko w porządku!!! Jak wyjeżdżałem, to według was również było wszystko w porządku! AAAAaaaaa.... szkoda gadać!
Następnym razem, przysięgam! zaraz po tym, jak wybiorę numer gdziekolwiek! nawet do banku, zapytam rozmówcy "jakiej narodowości jesteś". Jeśli usłyszę chińskiej, odkładam słuchawkę!

I tak cała sobota minęła pod znakiem frustracji przeciwko chińczykom. Swoją drogą, w ubiegłym tygodniu czytałem raport ONZ o krajach, w których najlepiej się żyje i takich, które najczęściej uciekają. I tutaj żadnej niespodzianki - Nowa Zelandia była na trzecim miejscu pod względem najlepszej jakości życia (wyprzedzała ją Australia i Norwegia, Polska była w okolicach 40 miejsca). Chiny były jakoś w pierwszej setce, czyli dolnej połowie listy. Tymczasem kraje, z których się najczęściej ucieka - Chiny zajmowały drugie miejsce. Polski nie było w pierwszej 10, a tylko taka była opublikowana w raporcie. Niespodzianką dla mnie natomiast było pierwsze miejsce na liście najczęściej uciekających krajów - Oman. No bo gdzie do cholery jest Oman i dlaczego uciekają? I tak mała reklama Omanu spowodowała, że zapewne nie tylko ja ale i tysiące innych osób odwiedziło stronę Omanu na wikipedii :)

I na koniec chwila refleksji. Teraz wygląda to zupełnie inaczej, ale domyślam się, że jeszcze 10 lat temu tak samo w Anglii i USA psioczyli na polaków. No bo 80% emigracji od nas do Anglii to ludzie, którzy podejmowali się najprostszych prac, lub nawet tacy, którzy uciekali przed prawem. Wiem, że sami nie jesteśmy święci, sami robimy grupki w Anglii, czy całe kolonie jak Chicago w USA. Problem w tym, że ja się pod tym nie podpisuję i gdziekolwiek w przyszłości nie pojadę (a nikt przecież nie powiedział, że do końca życia będę w Nowej Zelandii. Co myślicie o Wietnamie? :) ) chcę się integrować z miejscowymi ludźmi, chcę się uczyć ich języka i kultury. I jeśli w przyszłości spotkam polski serwis, który mi coś spieprzy, w kraju, w którym mamy całe polskie kolonie, nie integrujemy się z miejscowymi i jesteśmy źle postrzegani, wierzcie mi, będę również narzekał i krytykował polaków.

p.s. ciągle pamiętam o zaległym opisie wycieczki :)

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

mysle ze bedziesz narzekal i krytykowal Polakow (z duzej litery sie pisze ;)) niezaleznie gdzie beda i jaka prace wykonaja ;)

Anonimowy pisze...

nie podoba mi się ten wpis... zapachniało jednak pierwszą częścią tytułu wpisu jak dla mnie...

New kiwi pisze...

@anonim - jasne, kazdy odbiera jak uwaza, dlatego napisalem, ze mozna odebrac tak albo tak. Jak dla mnie jedna 2 serwisy, ktore odwiedzilem, w ktorych pracuja chinczycy, w ktorych wydalem ponad 500$ (sproboj to przeliczyc) i w obu spieprzyli bardziej niz dostali sprzet, swiadczy o tym, ze chinczycy sa poprostu niedoksztalceni i niedokladni z natury. A jesli chodzi o socjalizacje, to bede krytykowal kazda nacje bez warunkow. W koncu jestesmy goscmi w tym kraju a nie kolonizatorami.

Anonimowy pisze...

Dlaczego słowo "Polacy" nagminnie piszesz z małej litery? Chyba jakiś nieuświadomiony kompleks. Poza tym ciekawy wpis. Tylko te "uciekające kraje" - to kraje skądś uciekają? :)

Prześlij komentarz