20 grudnia 2010

Ciągle pada

Dosłownie. Od 3, może 4 dni pada bez przerwy. W dodatku wcale nie jest zimno, bo utrzymuje się temperatura w okolicach 22 stopni. Powoduje to, że żyjemy w darmowej saunie. Nie zraziło to nas jednak do kolejnej sobotniej przygody.

Zacznę jednak od imprezy świątecznej. Impreza zaczęła się od przemówienia szefostwa, które uznało rok za całkiem niezły jak na kryzys światowy i jedną z najbardziej dotkniętych dziedzin - reklamę. Mimo wszystko wyszliśmy na plus i z optymizmem patrzymy w przyszłość. Gadka jaką każdy szef w każdej firmie zapewne wygłasza ;) Potem mały poczęstunek i... wódka! :) Przyniosłem obiecaną wódkę, na wszelki wypadek również sok i colę, coby niektórzy nie pomdleli i rozlałem butelkę wśród ludzi. Jedynie 3 osoby odważyły napić się "po polsku" czyli czystą przegryzając ogóreczkiem, który również zapewniłem :) Niestety nikomu nie przypadło do gustu i zostałem określony jako "nienormalny" i "szalony" po tym jak wypiłem 2 setki na ich oczach i stałem dalej na nogach. I byłem w stanie jeszcze pójść na lunch świąteczny. Cóż, pić wódki z kiwusami się nie da :)
Wyszliśmy (w deszczu oczywiście) o 1.30 z pracy. W restauracji "Euro" w porcie mieliśmy zarezerwowany stolik. Każdy dostał menu i mógł zamawiać co chciał i jak chciał bez oporów. Zamówienia były różne, ale wszyscy zgodnie zamknęli się w trzech... kursach? (jak to się mówi po polsku?), czyli entre, głównym daniu i deserze. W moim przypadku więc na entre był mały kawałek pieczonej kaczki wraz z malutkimi naleśnikami, warzywami i 4 sosami, z których robiło się malutkie naleśniki, takie dosłownie na 2 gryzy. Gdyby zresztą nie kolega, nie wiedziałbym jak się za to zabrać, tak często goszczę w luksusowych restauracjach ;). Na główne danie dostałem gruby i soczysty stek, zaś na stole pojawiły się przeróżne warzywa grillowane oraz gotowane, w tym papryczki, ziemniaki, frytki, pomidorki itd. Na deser na koniec ciasto czekoladowe z lodami, które po przecięciu rozpływało się... MNIAM! Wszystko przepyszne, popijane dużą ilością piw i drinków. Mógłbym tak codziennie. Jest tylko jeden szkopuł. Otóż tak na oko koszt na jedną osobę takiego "skromnego" posiłku w luksusowej restauracji to bagatela ok 150$! Ile trzeba zarabiać, żeby wyskakiwać do Euro na lunch he?
Oprócz jedzonka było mnóstwo rozmów, dyskusji i historii. Było bardzo zabawnie i muszę przyznać, że taka "wigilia firmowa" jest dużo przyjemniejsza od korporacyjnej. Z prostego powodu - każdy czuje się częścią imprezy, każdy z każdym rozmawia i jakoś tak jest rodzinnie, kiedy przy stole jest 12 osób. W przypadku korpo, jakoś tak niknie się w tłumie. Owszem, zamieni się zdanie z 40 osobami, ale mimo wszystko jakoś tak dziko... Dlatego lepiej od korporacyjnych wigilii wspominam korporacyjne powigilie w krakowskiej Pozytywce, którą serdecznie polecam do odwiedzenia każdemu turyście i nieturyście :) (miało być naturyście, ale się poprawiłem).

Piątek minął w pracy na pałętaniu się w jedną i drugą stronę, dokańczaniu historii dnia poprzedniego i robieniu wszystkiego byle nie pracowaniu, czyli trzeźwiejemy w pracy :)
Przyszła sobota i przyszedł wypad do muzeum. Wypad do muzeum opiszemy wspólnie wieczorem, ponieważ jest dużo zdjęć do opisania. Muzeum rewelacyjne, miejsce którego nie powinien ominąć żaden turysta odwiedzający Auckland. Żeby było zabawnie dla miejscowych (czyt. płacących podatki :) ) muzeum jest za darmo. Mimo wszystko zapłaciliśmy 20$ darowizny na rzecz muzeum, które jest olbrzymie i nieporównywalne do żadnego z Polskich muzeów, które widziałem.
Po muzeum odwiedziliśmy restaurację bardziej nam bliską ;) czyli chińskie BBQ. Na kolację była kopa pieczonych żeberek i świnka z grzybkami. Ciekawostka natomiast (coś nowego!) o samych chińczykach. Wchodzimy do restauracji, siadamy, przychodzi do nas pani zapytać o zamówienie. Pytam, czy mają skrzydełka kurczaka? Pani robi wielkie oczy i woła koleżankę. Koleżanka pyta jeszcze raz, więc ponawiam "czy macie skrzydełka kurczaka?". Pani odpowiada, że nie a następnie po chińsku tłumaczy koleżance. Wyobrażacie sobie? Ta kelnerka po prostu nie rozumiała na tyle po angielsku, żeby zrozumieć "chicken wings"! To już przekracza jakiekolwiek granice... DRAMAT!

A dzisiaj? Dzisiaj idziemy na piwo. Idziemy na piwo z potencjalnym przyszłym współlokatorem. Nie jest może to najtańsza opcja, bo podniesie nam tygodniowe opłaty (nawet odliczając dojazd), za to "troszkę" podniesie nam komfort, bo oto z południowych przedmieść zamierzamy wprowadzić się do samego centrum, do bloku około 500 metrów od mojej pracy, który ma wliczone w cenę wejście do osiedlowego basenu, siłowni, sauny i kortu tenisowego :) Nasz potencjalny przyszły współlokator jest również człowiekiem od IT i sam wprowadza się tam dopiero 8 stycznia. Na razie jednak się poznajemy i zobaczymy, czy przypadniemy sobie do gustu. Trzymajcie kciuki i do wieczora.

11 komentarzy:

Wiosanna pisze...

Course - czyli danie, entre czyli przystawka. Proponuję skorzystać z słownika zamiast szpanować po paru miesiącach jaki to ten polski trudny język :p

New kiwi pisze...

widzisz Madzia, tu zupelnie przestrzelilas. Jestem pierwszy, ktory bedzie krytykowal londynsko angielski, czyli "jak to ktos w sandej byl w czurcz zeby spotkac sie z friendsami". Problem jest calkiem realny a Twoj slownik poprostu sie myli :) bo course to nie danie, to jest nie tlumaczalne, bo czy deser nazwiesz daniem? Dla mnie nie, deser to deser. U nas je sie pierwsze i drugie danie, ale na pierwsze w 99% mamy zupe tak? A czy zupa jest przystawka? No nie jest. Jesli chodzi o Entre to w pl mamy takie slowo, dlatego go uzylem. Natomiast nie bylbym soba, gdybym nie zapytal: <zlosliwosc mode on>jesli Twoj slownik jest taki dobry to jak przetlumaczy slowo lunch, snowboard albo video?<zlosliwosc mode off>

Wiosanna pisze...

Rafałku nie tłumaczyłam z słownika, owszem zajrzałam tam, ale akurat zupełnie nic nie polecał. Zwróć uwagę, że mówimy o pierwszym i drugim daniu w polskich obiadowych zwyczajach. Logiczne jest więc, że deser byłby trzecim, albo kolejnym w zależności od wykwintności posiłku.
Co do przystawki nigdzie nie masz zdefiniowane czym ona jest albo nie może być. Wg słownika to «potrawa podawana przed głównym daniem». Wg mnie to danie podane przed daniem głównym na zajęcie chwilowe kubków smakowych i żołądka charakteryzujące się tym, że jest go mało. Na Malcie podawali często na przystawkę spaghetti.
Słownik PWN natomiast nie znajduje nic pod hasłem entre, dla mnie brzmi z francuska i rozumiem co masz na myśli, ale póki co nie mam żadnych dowodów, że to polskie słowo. Słownik wyrazów obcych podaje tylko taką definicję http://swo.pwn.pl/haslo.php?id=7451 czyli tu akurat nie nawiązuje do niczego kulinarnego.
Tak deser to też danie. PWN podaje deser «słodkie danie podawane na koniec posiłku»
Co do zupy, to powiedziałabym, że jest to potrawa. potrawa «jedzenie odpowiednio przyrządzone, stanowiące składnik posiłków» Które to będzie danie to zależy od podania, od ilości dań, także od rodzaju zupy, możesz mieć zupę jako przystawkę, gęstą zupę, która może być pełnoprawnym daniem głównym, albo zupę na słodko jako deser. Żeby to sprawdzić tą tezę musiałabym poszukać więcej informacji na temat układania menu. Ale wystarczy, że Ty spróbujesz ją obalić, a pewnie szybciej się do tego zmobilizuję. W najgorszym razie będę wiedziała jak skomponować prawidłowo menu i tak miałam zamiar o tym poczytać.
Zerknij sobie tutaj http://www.lokale-wesele.pl/firmy/detale/1014.html masz obiady trzydaniowe, czterodaniowe, jak wpiszesz w Google zobaczysz, że takie sformułowanie funkcjonuje i jest używane. Tak wiem wujek Google też kłamie i powtarza bzdury po ludziach, ale w tym wypadku chodzi mi tylko o to, że jest to sformułowanie używane powszechnie.
Przykro słyszeć, że uważasz, że język polski jest tak skromny, że nie mamy w nim odpowiedników na podstawowe określenia posiłków czy sformułowań dotyczących jedzenia. Owszem prawdą jest, że nie jest to słownictwo zbyt popularne, jako naród rzadko jadamy w restauracjach, stąd też słaba znajomość słownictwa. Tak w słownictwie kulinarnym, zwłaszcza specjalistycznym można spodziewać się dużo wyrazów obcego pochodzenia, ale mamy sporo własnych słów.
I nie będę tłumaczyć każdego słowa, które się nawinie na siłę na polski, ale pewne słowa istnieją i nie ma sensu używać obcojęzycznych jeśli to niepotrzebne, no chyba, że robisz to specjalnie. Mamy dużo fajnych słów, których nie używamy. Ja nie znałam jeszcze nie dawno ciasta zwanego krajanką, angielskie słowo na to flapjack.
Lunch nie ma odpowiednika polskiego z racji trochę innego systemu posiłków u nas było drugie śniadanie, jak to przetłumaczysz na angielski? Snowboard, znowu brak odpowiednika, ale to też jedno z nowszych słów. Rozumiem, że próbujesz mi wmówić, że jestem purystką, która będzie cię przekonywać, że nie należy mówić krawat tylko zwis męski?
Wideo? Ja bym przetłumaczyła to jako film. Powiedziałabym, że używane są zamiennie. Ale skoro uważasz, że nie jest przetłumaczalne to bardzo mnie ciekawi czym wg Ciebie różni się film od wideo.
A co do określeń kulinarnych to gdybym przeszukała trochę blogów i książek kulinarnych może bym dokładniej odpowiedziała na Twoje wątpliwości, ale chwilowo nie mam czasu.
PS Tak, używam słowa blog i nie tłumaczę go.
PPS Książki kucharskie też są często kiepsko tłumaczone i mają problemy choćby z listą składników
PPPS Tak, post scriptum też nie tłumaczę na polski.

Wiosanna pisze...

Rafałku nie tłumaczyłam z słownika, owszem zajrzałam tam, ale akurat zupełnie nic nie polecał. Zwróć uwagę, że mówimy o pierwszym i drugim daniu w polskich obiadowych zwyczajach. Logiczne jest więc, że deser byłby trzecim, albo kolejnym w zależności od wykwintności posiłku.
Co do przystawki nigdzie nie masz zdefiniowane czym ona jest albo nie może być. Wg słownika to «potrawa podawana przed głównym daniem». Wg mnie to danie podane przed daniem głównym na zajęcie chwilowe kubków smakowych i żołądka charakteryzujące się tym, że jest go mało. Na Malcie podawali często na przystawkę spaghetti.
Słownik PWN natomiast nie znajduje nic pod hasłem entre, dla mnie brzmi z francuska i rozumiem co masz na myśli, ale póki co nie mam żadnych dowodów, że to polskie słowo. Słownik wyrazów obcych podaje tylko taką definicję http://swo.pwn.pl/haslo.php?id=7451 czyli tu akurat nie nawiązuje do niczego kulinarnego.

Wiosanna pisze...

Tak deser to też danie. PWN podaje deser «słodkie danie podawane na koniec posiłku»
Co do zupy, to powiedziałabym, że jest to potrawa. potrawa «jedzenie odpowiednio przyrządzone, stanowiące składnik posiłków» Które to będzie danie to zależy od podania, od ilości dań, także od rodzaju zupy, możesz mieć zupę jako przystawkę, gęstą zupę, która może być pełnoprawnym daniem głównym, albo zupę na słodko jako deser. Żeby to sprawdzić tą tezę musiałabym poszukać więcej informacji na temat układania menu. Ale wystarczy, że Ty spróbujesz ją obalić, a pewnie szybciej się do tego zmobilizuję. W najgorszym razie będę wiedziała jak skomponować prawidłowo menu i tak miałam zamiar o tym poczytać.
Zerknij sobie tutaj http://www.lokale-wesele.pl/firmy/detale/1014.html masz obiady trzydaniowe, czterodaniowe, jak wpiszesz w Google zobaczysz, że takie sformułowanie funkcjonuje i jest używane. Tak wiem wujek Google też kłamie i powtarza bzdury po ludziach, ale w tym wypadku chodzi mi tylko o to, że jest to sformułowanie używane powszechnie.
Przykro słyszeć, że uważasz, że język polski jest tak skromny, że nie mamy w nim odpowiedników na podstawowe określenia posiłków czy sformułowań dotyczących jedzenia. Owszem prawdą jest, że nie jest to słownictwo zbyt popularne, jako naród rzadko jadamy w restauracjach, stąd też słaba znajomość słownictwa. Tak w słownictwie kulinarnym, zwłaszcza specjalistycznym można spodziewać się dużo wyrazów obcego pochodzenia, ale mamy sporo własnych słów.

Wiosanna pisze...

I nie będę tłumaczyć każdego słowa, które się nawinie na siłę na polski, ale pewne słowa istnieją i nie ma sensu używać obcojęzycznych jeśli to niepotrzebne, no chyba, że robisz to specjalnie. Mamy dużo fajnych słów, których nie używamy. Ja nie znałam jeszcze nie dawno ciasta zwanego krajanką, angielskie słowo na to flapjack.
Lunch nie ma odpowiednika polskiego z racji trochę innego systemu posiłków u nas było drugie śniadanie, jak to przetłumaczysz na angielski? Snowboard, znowu brak odpowiednika, ale to też jedno z nowszych słów. Rozumiem, że próbujesz mi wmówić, że jestem purystką, która będzie cię przekonywać, że nie należy mówić krawat tylko zwis męski?
Wideo? Ja bym przetłumaczyła to jako film. Powiedziałabym, że używane są zamiennie. Ale skoro uważasz, że nie jest przetłumaczalne to bardzo mnie ciekawi czym wg Ciebie różni się film od wideo.
A co do określeń kulinarnych to gdybym przeszukała trochę blogów i książek kulinarnych może bym dokładniej odpowiedziała na Twoje wątpliwości, ale chwilowo nie mam czasu.
PS Tak, używam słowa blog i nie tłumaczę go.
PPS Książki kucharskie też są często kiepsko tłumaczone i mają problemy choćby z listą składników
PPPS Tak, post scriptum też nie tłumaczę na polski.

New kiwi pisze...

Wujek google na "3 daniowy posilek" odpowiedzial mi na pierwszej stronie "LUNCH w Sylwestra ( 1 daniowy posiłek z deserem ) "
Czyli deser to posilek czy nie?! Stad nie pogodzimy sie, bo ja uwazam, ze nie, a po angielsku to jest course pomimo ze deser :).

New kiwi pisze...

A jesli chodzi o jedzenie w restauracjach to w Polsce mamy zupelnie inna kulture jedzenia. W Polsce do restauracji idziemy zjesc i spedzic czas ze znajomymi. We Francji i rowniez w NZ do restauracji idzie sie spedzic czas ze znajomymi i zjesc. Samo jedzenie to swego rodzaju rytual. Roznica to jakies 3-4 godziny spedzone w restauracji (czytaj, w Polsce 1-2, w NZ nawet pol dnia).

New kiwi pisze...

Ha! I podazajac za wiki:

Deser (pochodzi od francuskiego desservir - "czyścić stół") – potrawa jadana zazwyczaj na zakończenie posiłku głównego lub na podwieczorek czy drugie śniadanie. Najczęściej potrawa słodka.

Czyli potrawa a nie danie :) I tu sie zgodze. Czyli 3 course dinner na nasze bylo by 3 potrawowa kolacja. O! Zgodzisz sie? :)

Wiosanna pisze...

Ciekawe, że jesteś w stanie zaakceptować definicję deseru z wikipedii, a tej z pwnu nie.
Potrawa od dania różni się tym, że może być składową dania.
Znowu za pwn, które jest trochę lepszą wykładnią niż wikipedia, w której ja też mogę napisać swoją definicję
potrawa «jedzenie odpowiednio przyrządzone, stanowiące składnik posiłków»
Bo wtedy jak nazwiesz składowe dania głównego, które składa się często z elementu skrobiowego, mięsnego, warzywnego i kompotu (w wersji eurestowej przynajmniej).
Zwróć uwagę też, że w wigilię mówimy o 12 potrawach, nie daniach.
Poza tym wciąż nie wiem czym się różni wideo od filmu.

Anonimowy pisze...

o matko!

Prześlij komentarz