4 grudnia 2010

Odpowiadamy cd.

Pytanie
Czy od maja coś się zmieniło? :) Cały czas jesteś pozytywnie nastawiony i wszystko widzisz w różowych kolorach? ;)

Z jednej strony piszesz że bardzo ciężko znaleźć prace z Polski a z drugiej strony piszesz, że czasem pierwszy kontakt z pracodawcą odbywa się poprzez skype. Nie próbowałeś szukać pracy już z PL? Rozumiem że przed zatrudnieniem pracodawca chciałby z Tobą porozmawiać w realu ale na podstawie rozmowy przez skype też można ocenić potencjalnego pracownika.

Czy rzeczywiście trzeba mieć IELTS? Nie wystarczy, że ktoś mówi na tyle dobrze, że potrafi się bez problemów porozumieć w tym języku?

Czy od maja sie zmienilo? Jesli chodzi o pracodawcow, to nie sadze. Jesli chodzi o mnie? Powoli zaczynam wtapiac sie w klimat. Powoli zaczynam czuc sie u siebie. Zaczynam miec podstawowe zyciowe dylematy, jaki kupic samochod, jak poklucic sie z serwisem, zeby mi naprawil skuter i oddal, jak zaplacic mandat za przekroczenie predkosci... Czy dalej w rozowych barwach? Mysle ze tak. To znaczy mnie osobiscie nie zaskakuje zycie na "zachodzie", poniewaz juz kilka razy zaliczylem wakacyjne wypady do Francji. I od dawna ciagnelo mnie gdziekolwiek poza nasza szara rzeczywistosc. Do tego czasu jednak przesiedzialem troche w Polskich (ha! z duzej, zauwazyliscie ;) ) firmach, wiec mam porownanie. W Polsce jest typowy wyscig szczurow, byle po trupach na szczyt piramidy. Tutaj? Tutaj zycie i praca jest spokojna. Jesli pociag sie spozni 20 minut to ja kurwuje i krew naplywa mi do glowy zeby tylko kogos opie**lic. Tutaj? Wszyscy spokojnie czekaja i jak te zolwie wchodza do opoznionego juz pociagu. Nowa Zelandia jest krajem wyluzowanych ludzi, czasem mam wrazenie, ze zbyt wyluzowanych. W Australii kiedys krazyl w gazecie dowcip:
-Co potrzeba, zeby podbic Nowa Zelandie?
-Wystarczy gang motocyklistow z Sydney!
Cos w tym jest. Ludzie sa przyjazni i zyja na codzien, jakby codziennie byly dla nich wakacje. Po 3 miesiacach pracy wiaz jest mi ciezko sie przestawic, ze np ktos przyjdzie do mnie do biurka, siadzie na mojej "nowej" kanapie, ktora sobie zorganizowalem, i bedzie pitolil o niczym przez godzine! Poprostu przyjdzie sobie pogadac w trakcie pracy! Albo ze wyciagamy piwko i pijemy w pracy w piatek popoludniu. Obawiam sie, ze gdybym mial sie przestawic znow na Polski stres, to moglbym tego psychicznie nie wytrzymac. Ale z drugiej strony czegos w tym brakuje. Takich emocji, takiego lekkiego cisnienia w pracy. No bo za luzno, to robi sie zbyt nudno prawda?
Poza praca? Zycie jak w kazdym innym kraju. Ludzie sa przyjazni, ale nie oszukujmy sie, sa zlodzieje mieszkan, kradna samochody, oszukuja w serwisach chinskich. Kraj jak kazdy inny. Ma plusy i minusy. Ogromny plus? Pieknie! Za 15 minut moge byc na przeslicznej plazy a za 2h jazdy samochodem w gorach pokrytych sniegiem, czy za godzine lotu na lodowcu (na poludniowej wyspie). Minusy? Wszedzie daleko! Zapomnij o swietach z rodzina, czy wypadow do Europy. Najkrotszy lot to 28h (z przesiadka) w jedna strone. I to do Rzymu lub Londynu. Stamtad jeszcze trzeba do siebie.

Szukanie pracy pracy - owszem, pisze ze mozna przez skype. I ja osobiscie szukalem pracy zanim tu przyjechalem, ale sprowadzalo sie do tego, ze dostawalem odpowiedzi "nie ma Cie tutaj? to daj znac jak bedziesz". Rozmowy przez skype, owszem sa. Odbylem ich sporo. Sek w tym, ze to byl zawsze pierwszy etap. Po pierwszym ZAWSZE jest drugi, juz osobiscie, ktory rowniez nie gwarantuje Ci pracy. Bo zanim zaczalem jeszcze rozmawiac na skype, wczesniej dostawalem pytania "a czy jestes w stanie przyjechac na drugi etap do Christchurch/Wellington/Dunedin...?". Tak wiec szanse znalezienia pracy na odleglosc ocenial bym w dziesiatych czesciach promila. Wyjatkiem oczywiscie jest przeniesienie od obecnego pracodawcy, co jest najprostszym sposobem na znalezienie pracy tutaj, bardzo czesto praktykowanym, ze wzgledu na to, ze Nowa Zelandia ma deficyt specjalistow i sciaga ich z calego swiata, gdzie sie gorzej zarabia. Jednoczesnie Nowa Zelandia to kraj, w ktorym jak na warunki zachodnie zarabia sie poprostu malo.

Znajomosc jezyka? IELTS jest obowiazkowy do Skilled Migrant Visa, czyli wizy rezydenckiej dla uzdolnionych ludzi. Dla pozostalych nie jest wymagana zadna znajomosc angielskiego. W immigration spotykalem chinczykow, ktorzy nie mowili slowa po angielsku i przyprowadzali sobie tlumacza, ktory im tlumaczyl rozmowe z oficerem migracyjnym. Sek w tym, zeby pracodawca Cie rozumial i zeby satysfakcjonowal go Twoj poziom komunikacji. Natomiast nie ukrywam, ze Ci chinczycy to dla mnie zenada i gdyby przyjechal tu polak z calkowitym brakiem znajomosci angielskiego i szukal pracy - bylo by mi poprostu wstyd!

9 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Współczuje Ci, że w Polsce miałeś taką stresującą pracę. Ja pracuję w Polsce jako programista embedded C/C++ (+ trochę projektowałem sprzęt) i mam pracę spokojną, pracowałem w firmach polskich i niepolskich - zawsze ok. Zarabiam też nieźle, AFAIK na poziomie zarobków programisty w NZ w bezpośrednim przeliczeniu. Myślę, że masz takie "defoltowe" antypolskie nastawienia jakie przejawia całkiem sporo młodych Polaków, jest to niestety zjawisko o naturze dość głębokiej i nie pora tu się nad nim rozwodzić. Trafiłem na Twój blog, bo ja też myślę o wyjeździe do NZ. Zabawne, że z zupełnie innych powodów niż Ty :). Myślę, że tacy "defoltowi" nie zrozumieliby tych pobudek, bo polskich problemów szukają nie tam, gdzie one naprawdę są. Pozdrawiam!

New kiwi pisze...

Widzisz, zupełnie nie trafiłeś z komentarzem, ale wynika to z doczytania tylko ostatnich postów. Prawda jest taka, że w pl owszem, miałem stresującą pracę, miałem wyścig szczurów, pracowałem nadgodziny... ale ja to uwielbiałem! Kochałem te 6 godzin spędzonych w pociągach do wawy, powroty o 1 w nocy, ten pęd, ten stres. Może i wykańczał mnie, ale to na pewno nie był powód dlaczego tutaj przyjechałem.
To że opisuję różnice nie powinno nikogo dziwić. Mnie jest wciąż bardzo ciężko pracować tutaj w takim tempie. Czasem aż mi się ręce trzęsą, bo włożył bym je w jakąś pracę, a nie mogę, bo inni się ociągają. Ale żeby twierdzić, że chciałem wyjechać, żeby się polenić, odpocząć i zmienić pracę? Tu się głęboko mylisz i zupełnie nie trafiłeś :)
A jeszcze bardziej mylisz się z zarobkami. Nowa Zelandia jest krajem, gdzie zarabia się po prostu mało. Jeśli chcesz przyjechać tutaj się dorobić - pomyliłeś kraje. Zarabia się tu średnio dwukrotnie (sic!) mniej niż np w Wielkiej Brytanii, a wydatki są takie same a czasem wyższe (patrz ceny nieruchomości są jedne z najwyższych na świecie).
Polecam jednak lekturę bloga od początku.

Mark pisze...

"Powoli zaczynam wtapiac sie w klimat. Powoli zaczynam czuc sie u siebie. Zaczynam miec podstawowe zyciowe dylematy..."
Czy gdy spełnisz wszystkie wymagania ( nie wiem jakie ale pewnie władze N.Z jakieś mają :) to chciałbyś starać się o obywatelstwo N.Z?

Anonimowy pisze...

Jako autor pierwszego wpisu pod tym tematem zupełnie nie rozumiem odpowiedzi (5 grudnia 2010 08:51). Zwłaszcza fragmentu sugerującego, jakobym myślał, że w NZ się dorobię... Pozdrawiam!

New kiwi pisze...

@Mark - wymagania podstawowe to 5 lat na rezydenturze tutaj (co wraz z oczekiwaniem na rezydenturę /z wyjątkiem Skilled Migrant Visa/ oznacza około 7 lat od zera). 5 lat oznacza 5 lat pobytu. Prawdopodobnie wyłącza się z tego każdy pobyt poza krajem.
Czy ja będę starał się o obywatelstwo? Raczej nie. Nie mogę przesądzać, ale raczej nie widzę powodu po co miało by ono mi być. Różnica między rezydenturą a obywatelstwem to tylko możliwość głosowania. A o rezydenturę będę się starał już niedługo, bo to pozwala m.in. na tańszą opiekę zdrowotną. Obywatelstwo było by mi zapewne potrzebne, gdybym chciał tu zostać na zawsze, starać się o emeryturę itd. Ale ja jestem zbyt ruchliwy, żeby przyszłość wiązać tylko z NZ :)

@Anonimowy - piszesz ogólnikowo, więc nie dziw się, że źle Cię rozumiem. Nie przepadam za wypowiedziami w stylu "wszyscy są źli, ale ja jestem dobry, bo... bo tak.", czy "wiem, ale nie powiem". Jeśli chcesz uzyskać informację pytaj. Jeśli chcesz ponarzekać, narzekaj ale bez wskazywania palcem, bo to niegrzeczne. Chyba, że masz podstawy, to dokładnie uzasadnij swoją wypowiedź, bo każdy ma prawo do narzekania, jeśli ma ku temu podstawy. A nasza "polska mentalność" od której m.in. uciekam, to narzekanie na wszystko w koło, tylko po to, żeby ponarzekać.

Anonimowy pisze...

Wybacz, ale to Ty wlasnie narzekasz we wpisach na to i tamto w Polsce. Przeczytaj - przekonasz sie kto narzeka :). A nie rozumialem zdania "A jeszcze bardziej mylisz się z zarobkami." Tzn. w czym sie myle? Nie pisalem, ze w NZ zarabia sie tyle co w Europie Zachodniej, bo wiem ze nie. Pozdrawiam!

PS. AFAIK mozna glosowac bedac jedynie rezydentem po pewnym czasie pobytu (nie pamietam po jak dlugim).

Anonimowy pisze...

Dobre, dobre. Trochę to trwało, ale i tutaj dotarły nasze polskie klimaty. Nie jest jeszcze tak chamowato jak na wp czy onecie, ale mamy już pierwsze jaskółki. Ciekawe co będzie dalej.

triana pisze...

Po przeczytaniu tego, co napisales o nowozelandzkim (luzackim) podejsciu do zycia i pracy stwierdzam, ze NZ to Hiszpania 2, taki luz blus :))) Pozdrawiam z poludnia Europy :)

Antyk pisze...

Super bardzo ciekawy blog czytałem go chyba ze 2 godziny. Kolega wrócił z NZ po pół roku spłukany i smutny, sprzedał tu wszystko. Kiedyś myślałem o Australii ale się wyleczyłem. A teraz jestem chyba za stary.
Cieszę się i gratuluję że Ci się udało! Pozdrawiam

Prześlij komentarz