4 czerwca 2010

krotko i na temat

Dzisiejszy dzień przywitał mnie kiepskim samopoczuciem i bólem głowy, dlatego zwlekłem się z łóżka dopiero po 10 pomimo 2 budzików. Ustawiam sobie codziennie budzik na 8 rano, żeby się zanadto nie rozleniwić. Mimo wszystko śpię dużo, nie powiem, że mi to przeszkadza, ale jednak. Myślę, że mój organizm jeszcze nie do końca przystosował się do zmiany czasu. Poza tym obecny okres muszę wykorzystać i traktować jako wakacje, jako że po tym jak dostanę pracę, najbliższe pewnie będą w okolicy lata. Naszego lata.

Dzięki bólowi głowy nie będę za bardzo kreatywny, dlatego napiszę tylko co wydarzyło się wczoraj. Potem zapytam dziewczyn czy nie mają aspiryny i zapewne wrócę do łóżka…
Wczoraj była kolejna porcja zwiedzania, ale zawężona. Nie udało mi się w końcu wybrać na północ, jakoś tak z lenistwa jeśli idę ten kilometr czy dwa do kafejki na południe, to jakoś lepiej mi potem oglądać tamte okolice. W każdym układzie widziałem zatokę z innej perspektywy i trafiłem na ulicę wyładowaną komisami samochodowymi. Do tej pory byłem przekonany, że analogicznie do UK samochody są tańsze, przez to, że mają kopniętą kierownicę. I po części tak jest. Ta część to pojazdy stare, otóż do 5k $ można kupić naprawdę niezły samochód, ale stary. Do takich zalicza się np. Pajero z 95r, vectre z 97 ale również astre z 2000. Wszystkie oczywiście na benzynę. Pozostałe samochody z „nowszej generacji” są w bardzo porównywalnych do naszych cenach. I tak np. golf IV z 2004 kosztuje 14k, Astra III z 2005 13k, A4 kombi z 2003 17k, TT z 2006 27k. Tak to mniej więcej wygląda. Jak już znajdę pracę to będę się musiał więcej zainteresować.
Po spacerze były kolejne długodystansowe zakupy, w które wliczał się proszek do prania, mąka, bułka tarta, przyprawy, sos sojowy itd. Kolejne ok. 40$. Ogólnie zauważyłem, że dziennie na jedną osobę wydaje się ok. 30$ + tygodniowo 160$ za pokój. Nie tak źle, powiedziałbym, że przybliżone wydatki do Polskich (z wyjątkiem pokoju oczywiście).

No i pokrótce wieczór. Lindai Kitty zaprosiły mnie na kolację z rodziną Lindy, którą nie widziała 10 lat, tzn. siostrą i jej 2 synami. Spotkanie było z okazji przyjazdu jednego z synów (bliźniaków) z UK, ponieważ tam mieszka od nastu lat. Siostra Lindy natomiast jest starsza o prawie 20 lat, nie pamiętam dokładnie ile, ale wiem, że zbliża się do 60. Na spotkaniu rodzinnym było w sumie 14 osób i byliśmy w chińskiej restauracji. Tak na marginesie Linda i Kitty obecnie nie pracują i szukają pracy, więc nie szastają pieniędzmi, co akurat mnie bardzo odpowiada, ze względu na oszczędności do czasu aż znajdę pracę. Spotkanie było bardzo ciekawe jeśli chodzi o historie rodzinne Lindy, ale z mojej jak i całej 4 dzieci Lindy + chłopaka Hailey było choooolernie nudne, o czym zresztą nie omieszkaliśmy wspomnieć jadąc z powrotem. Wracałem z dzieciakami, tzn z Hailey, Tomem jej chłopakiem i jej najlepszą przyjaciółką (niestety nie pamiętam imienia). Pozostali pojechali z Lindą i Kitty do domu siostry Lindy na kontynuację wspomnień rodzinnych.
Tyle na dzisiaj. Nie wiem kiedy uda mi się to wysłać, ale obecnie jedyne na co mam ochotę to powrót do łóżka i przykrycie głowy 2 poduszkami, jako że za oknem wycinają mi drzewa czy gałęzie, nawet nie wiem co, ale robią dużo szumu. Byle do jutra…

Update po drodze. Dorobilem sie pierwszej Nowozelandzkiej aspiryny...

p.s. w katalogu kolejna paczka zdjec, tyle ile zdazylo sie przeslac przez 1h

1 komentarz:

Wiosanna pisze...

Hm, to może zmniejsz zdjęcia o połowę, albo o 2/3, w tym samym czasie prześlesz 2 razy więcej :)

Prześlij komentarz