15 lipca 2010

Kolejnych pięknych dni c.d.

Kolejny piękny dzień dzisiaj. To już ponad tydzień kiedy nie pada deszcz i jest ciepło. Zaczynam się niepokoić, jest zbyt ładnie, coś się święci :p Mam tylko nadzieję, że nie rozleje się jutro bo muszę jechać do centrum na rozmowę.

Dzisiejsza video rozmowa nie mogła rozpocząć się lepiej. Byłem 15 minut przed czasem, ale kafejka, w której zwykle rozmawiam była zamknięte! :o Idę do następnej, na szczęście mają jedną kamerkę. Podłączam na szybkości, wszystko działa, sprawdzam, luz. 11:00 odpalam wideo... Heather mnie nie słyszy. Grrr!!! Poprawiam mikrofon, zmieniam ustawienia, wszystko na szybkości. NIC! Heather z uśmiechem mówi, żebym się nie przejmował, żebym zmienił komputer. Zmieniam - to samo. AAAaaaa! Ona mówi, żebym spokojnie zadzwonił za pół godziny, ona ma dzisiaj luźny dzień, żebym się wyluzował. Zmieniam trzeci raz, tutaj działa. Ufff, narobiłem przy okazji bajzlu w kafejce przełączając kable i cały czas tą jedną jedyną kamerkę, ale kij im w plery. Mogli wiedzieć co im działa a co nie :/ Grunt, że Heather ma poczucie humoru i nie zrobiła z tego strasznej rzeczy.
Sama rozmowa była ewidentnie wstępna. Heather to kobieta ok 40 kilku lat, zajmuje się HRem. Tylko kilka powierzchownych technicznych pytań zadała. Ogólnie nie dość, że stres spowodowany tym cholernym skypem, to jeszcze niekonwencjonalną (jak dla mnie) rozmową. Pierwsze pytanie: opowiedz coś o sobie. WHAT? LOL. I mózgownica. Wypaplałem tam kilka zdań, drugie pytanie: opowiedz o swojej rodzinie! What the... Tak to mniej więcej wyglądało. Ogólnie z mojej perspektywy wypadło nieźle. Nie idealnie, ale lepiej niż przeciętnie. Z większych problemów, pytała o szczegóły studiów a ja zaciąłem się przy szukaniu słowa "faculty". W końcu zastąpiłem w pośpiechu "głównym kierunkiem".
Efekt jest taki, że oboje teraz dzwonimy do Alana, czyli agenta firmy rekrutacyjnej i dzielimy się wrażeniami. Ja już dzwoniłem, powiedział że super i że umówiony jest dzisiaj popołudniu na rozmowę z Heather, dowie się więcej i postara się umówić rozmowę już face to face, taką ostateczną. Oznaczało by to jednodniowy wypad do Christchurch.

Wczorajszy dzień minął bardzo przyjemnie :) Ponieważ dzieciaki Lindy zostały w domu zorganizowały mi mini urodziny :) To oznaczało "małą" imprezę z Caela, Halee, Tomem i Brightotem. Średnia wieku wychodzi ok 17 lat, ale i tak było bardzo fajnie. Ja zrobiłem sałatkę, nasze polskie zapiekanki, na deser sałatkę ze świerzych owoców, kupiłem chipsy i napoje. Chyba najtańsze organizowane urodziny w moim życiu ;) Dzieciaki kupiły mały tort czekoladowy i jakieś zakąski. I tak spędziliśmy wieczór rozmawiając i oglądając tv. Żeby nie było, piwko piłem tylko ja :p
W międzyczasie wpadłem do domu na chwilę, żeby coś zabrać (przypominam, że dzieciaki mieszkają 3 drzwi obok). Otworzyłem na chwilę drzwi balkonu, żeby Starka poszedł się wysiusiać. Tymczasem ten siedział zajęty patrzeniem co robię. Kojarzycie ten przeraźliwi pisk psa, kiedy się go przypadkiem nadepnie? Jakiś 2 razy głośniejszy i bardziej przeraźliwi pisk wydał z siebie Starka, kiedy od tyłu zaszedł go królik i ugryzł w zad!!!!!! Musiałem położyć się na podłodze śmiejąc się, bo nie wytrzymałem!!! HAHAHA szkoda, że nie miałem kamery przy sobie. Popłakałem się ze śmiechu. Mówiłem wam już, że te zwierzęta mają ze sobą zatargi. Raz jeden goni drugiego, drugi raz na odwrót.
Poza tym świetnie obchodzi się urodziny przez prawie 2 dni :) Jeszcze (tutejszego) drugiego dnia otrzymywałem smsy i maile :) Muszę narobić znajomych w USA, wtedy urodziny będę obchodził pełne 2 dni :)

Na koniec dwie ciekawostki. Jedna z okazji postrzelenia policjanta (notabenę w Christchurch) przez dealera narkotyków. W TV trąbią o tym codziennie, bo tutaj to wydarzenie na skalę niespotykaną. To bodajrze 8 policjant postrzelony w ostatnich 10 latach? Jakoś tak. Ciekawe jakie my mamy statystyki, 8 w ciągu miesiąca? :p W każdym układzie ciekawostka jest taka, że policja... nie nosi tutaj broni! Są uzbrojeni jedynie w gaz, pałki i paralizatory. Ostatnie wydarzenie jednak wzbudziło ogromną dyskusję, czy policjanci nie powinni przynajmniej w samochodzie wozić jakiejś broni.
Druga ciekawostka to produkty. Zauważyłem to już dawno, ale jakoś nie było okazji wspomnieć. Otóż tutaj wiele jest produktów tutaj nazywa się inaczej. Nie wiadomo dlaczego, ale tak jest :) I nie chodzi tutaj np o koncern Holden (Australijski), który łączy amerykańskiego Chavroleta i niemieckiego Opla, ale o zwykłe codzienne rzeczy. I tak np Aqua Fresh to tutaj woda mineralna, a pasta do zębów nazywa się jakoś MR cośtam . Nasze Axe nazywa się tutaj Lynx i takich przykładów jest jeszcze kilka, ale nie mogę sobie przypomnieć. Przypomniało mi się natomiast, ponieważ reklama Lynx leci w tv właśnie kiedy piszę wam tego posta :)

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Znowu nie jest tak zle, jesli chodzi o smierc policjantow na sluzbie: http://www.policja.pl/portal/pol/38/880/Policjanci_polegli_w_trakcie_pelnienia_obowiazkow_sluzbowych.html

Od 2005, 4 osoby zginely na sluzbie, nie licze tych ktorzy wjechali w drzewa albo postrzelili sie z wlasnej broni o_0

New kiwi pisze...

4 policjantów zginęło. Tutaj nic nie mówili o śmiertelnych wypadkach. Przynajmniej nie w tym wydaniu wiadomości :)
Ogólnie najbardziej niebezpieczną rzeczą w NZ są narkotyki. Ze względu na wielość zieleni i ogromne niezamieszkane obszary, do których ciężko dotrzeć, NZ słynie z chodowli ganji i uzbrojonych wieśniaków pilnujących upraw...

Prześlij komentarz