15 września 2010

o wszystkim i o niczym

Sam nie wiem od czego zacząć. Mam do przekopiowania trochę rzeczy, ale postaram się to jakoś uporządkować :)

Zaczniemy od wycieczki na ryby. Pierwszą wycieczkę już znacie. Druga odbyła się w niedzielę. Tym razem pod główny most w Auckland. Długo się nie nałapaliśmy, bo znów dopadł nas ten przeklęty deszcz, ale tutaj ciekawostka. Po pierwsze w NZ nie potrzeba karty wędkarskiej. Ważne są tylko limity połowu w znaczeniu wielkości ryb. Granicy ilości nie ma, a przynajmniej podczas łowienia w słonej wodzie. W przypadku słodkiej wody wiem, że są służby, które nawet zatrzymują samochody na drodze, żeby sprawdzić jakie ryby i ile złowiono. Za karę mogą nawet... skonfiskować samochód! Druga ciekawostka to metoda łowienia w zatoce. O ile ja głównie spinninguję, ponieważ jeszcze spore braki w sprzęcie są, o tyle zauważyłem u konkurencji ciekawą metodę. Otóż za ciężarkiem znajduje się żyłka obciążona małymi ciężarkami a z niej wychodzą 3 przypony, każdy z osobnym haczykiem. Wygląda na to, że główna żyłka leży na ziemi, zaś trzy haczyki pływają sobie ponad dnem. To 3-krotnie zwiększa prawdopodobieństwo złapania czegoś :) Z drugiej strony zastanawiam się jak im się to nie pląta. Jak tylko uzupełnię sprzęt w jakimś sensownym sklepie, na pewno i takiej metody spróbuję :)

Jak się interesowaliście, miałem problemy z internetem. Ale problemy te wynikały z braku zainstalowanego internetu w laptopie, czytaj sterowników :) Tutaj należy wam się cała historia. Otóż siedząc na trademe pewnego dnia, zauważyłem laptopa. Laptop był po niskiej cenie, ponieważ się nie włączał. Tak było w opisie (napisane było, że zaraz po włączeniu się restartuje). Na jednym ze zdjęć jednak widać było wyraźnie konsolę awaryjną windowsa co dawało jakieś 99% szans, że system jest spitolony. I tak postanowiłem zaryzykować i kupiłem 17" laptopa, z multimedia center, z pilotem i wieloma bajerami (m.in. można odtworzyć dvd bez ładowania systemu) za około 1/3 wartości. No i przede wszystkim sprawdziło się, że wymiana systemu podziałała jak lekarstwo :) No może nie idealnie, co wynika z lenistwa firmy HP. Otóż do modelu dv9000, do którego domyślnie ładowano vistę, postanowiono nie supportować systemu windows XP. Ponieważ vista jest ble, trzeba było sie porządnie namęczyć, żeby uruchomić to cacko w miarę stabilnie, ale i tak zdarza mu się raz na kilka uruchomień nie załadować poprawnie sterowników do grafiki, przez co ekran się rozmywa. To praca na kolejne dni. A mój brak kontaktu z wami wynikał właśnie z problemami z połączeniem się z wifi (sterowniki). Internet natomiast teraz mam w domu, ponieważ dzieci Lindy miały internet sponsorowany przez ich tatę (w dodatku co rzadko się zdarza, nielimitowany). A wcześniej z internetem było różnie. Ponieważ wykształcenie IT robi swoje, to kombinując tu i tam internet po prostu był i kropka ;)

Napiszę wam też trochę o pracy. W pracy jest na przemian. Raz luz raz zapierdziel. Wynika to trochę z braku organizacji i tego, że muszę dokończyć ten pitolony projekt pod .net-em. W każdym układzie bycie jedyną osobą od IT ma swoje plusy i minusy. Plus jest taki, że nikt nie patrzy mi na ręce. gdybym powiedział, że będzie do napisania jedna strona w htmlu przez tydzień, to pewnie by uwierzyli :) W dodatku wszyscy się pytają, radzą i coraz bardziej są zorganizowani pod kątem tworzenia stron. Minus jest taki, że jako człowiek od IT jestem od wszystkiego... I tak nie dość, że czasem muszę sam sobie dociąć grafikę, nie dość, że sam muszę ripować dvd od klientów a potem przerabiać na flv, to jeszcze dochodzi uzupełnianie treści w CMSach, bo nikt sobie nie radzi z podstawami html-a (czyt. np pogrubianie tekstu). Ale nie ma co narzekać, narazie podoba mi się to co robię i przede wszystkim ludzie są super. Jak taka jedna wielka pracująca rodzina.

No to teraz najlepsza historia się zbiera, czyli zakup skutera. Skuter był pomysłem od dłuższego czasu, ponieważ łatwiej będzie dostosować się do warunków jeżdżenia po drugiej stronie, darmowy parking w centrum no i łatwiej przedrzeć się przez korki. I tak oto wpadł w oko pewien skuter w Orewa, czyli ok 40km od mojego domku autostradą. Wylądowaliśmy na miejscu po około 40 minutach. Oględziny wypadły bardzo pozytywnie, pomimo 2 uszczerbków - ledwo żywa bateria i nie do końca zamykający się korek od wlewu. Tak czy owak cena wyrównywała nieprzyjemności, wizyta w bankomacie i bierzemy skuter. Jak na złość oczywiście zaczęło lać zaraz po tym jak ruszyliśmy do bankomatu. Nadmienię tylko, że przez cały dzień była piękna pogoda, ale nikogo już to nie dziwi. Siadam więc na skuter i jedziemy. Z zamkniętą szybką od kasku nie da się jechać, bo ciemno a krople na szybce zupełnie zniekształcają obraz. Jadę więc z otwartą (świetny masaż dla twarzy). Im szybciej jadę, tym bardziej krople wrzynają mi się w każdy element odsłoniętego ciała. Już po 15 minutach jestem przemoczony, a zostało jakieś 90% drogi :) Dziewczyny jechały przede mną, ponieważ i tak bym nie trafił z tak daleka. Wracaliśmy oczywiście drogami zwykłymi, co spowodowało, że dystans zwiększył się do 60km. W pewnym momencie nasza droga zamienia się w 2 pasy a po chwili widnieje znak "początek autostrady". No to super. Odwrotu nie ma, bo przecież jak zawrócić?! No to gaz do dechy i do pierwszego zjazdu. Tutaj przerwa - skuter wyciaga 80km/h, a przynajmniej tyle jest na liczniku a wskazówka opierała się o bolec, więc uznajmy, że 80 :).
Pierwszy zjazd i zjeżdżamy, na szczęście nie było dużego ruchu. Nie zdążyliśmy dojechać do skrzyżowania ze zjazdu jak za mną pojawiają się migoczące czerwono niebieskie światełka :) Światełka się zbliżają i jadą za mną :) Zjeżdżamy na bok we 3 (ja, dziewczyny + policja). Panowie podjeżdżają do mnie i ruszają ustami. No tak, w kasku a pod kaskiem kaptur... ciężko usłyszeć co mówią. Ściągam więc kaptur i grzecznie przepraszam, że nie słyszałem :) Okazuje się, że panowie zatrzymali mnie ponieważ przekroczyłem na skuterze dozwolone 50km/h! LOL! Poza tym oczywiście nie wolno jeździć po autostradzie. Więc tłumaczymy się wszyscy, że dopiero co kupiliśmy, że (zgodnie z prawdą) zabłądziliśmy, że jestem tu od niedawna i w ogóle. Skończyło się na upomnieniu i wskazaniu prawidłowej drogi.
Reszta drogi bez przygód. Po prawie 3 godzinach ląduję w domu przemarznięty i przemoczony. Szybki ciepły prysznic i wskakuję pod kołdrę. Spać :)
Update do skutera. Minus posiadania skutera ze zdechłą baterią jest taki, że trzeba go odpalać od kopa. A jeśli się nie potrafi, to zalicza się pierwszą skuterową glebę :) I tak do ceny skutera należy doliczyć lusterko. No bo nikt mi nie powiedział, że jak się startuje skuter z kopa, to powinno się trzymać hamulec tylni a nie przedni (tak jak się startuje z klucza), bo kopiąc skuter opieram tylne koło o ziemię, a przednie wisi w powietrzu :] I tak skuter sobie pojechał sam :D Pierwsza lekcja zaliczona.
Jutro wybieram się do pracy skuterem, wiec będzie prawdziwy test w ruchu. Na początek jednak postanowiłem, że pojadę wcześnie rano, żeby ruchu za bardzo nie było. Poza tym muszę odwiedzić jakiś serwis, który mi uzupełni lusterko, bo bez lusterka to nie wolno :(

No i na koniec szok dla was (jak zwykle nie odrobiłem się z listy, ale jutro mam nadzieję dokończę). Uwaga - przerejestrowanie skutera. Dla ludzi o słabych nerwach, proszę o wygodnie usiądźcie w fotelach. Tak więc razem ze skuterem dostałem kartkę A4 z której 1/3 z moimi danymi oderwał sprzedawca. Z pozostałymi 2/3 uzupełniamy jeszcze raz swoje dane które składają się z imienia, nazwiska, adresu, daty urodzenia i numeru prawa jazdy. Następnie idziemy na pocztę, na której płacimy (sic!) 9 dolarów i... i tyle. Zostawiamy 1/3 na poczcie zaś 1/3 zostaje nam. Nowy dowód rejestracyjny przyjdzie pocztą. Całość załatwiona w niecałe 5 minut. Da się?

3 komentarze:

cloo pisze...

pinlock by Ci się przydał na taką pogodę i już chociaż szybka Ci nie będzie parować :)

sylwanka pisze...

tak mi sie przypomnialo ... moze ci na mikolaja wycieraczki do kasku kupic??? :P

New kiwi pisze...

Z parowaniem nie ma problemu, bo kask mam taki, ze brode mam odslonieta, wiec jest tez wlot powietrza. A wycieraczki by sie przydaly. Dzisiaj mial byc chrzest skutera, ale pogoda jest taka, jakiej jeszcze tutaj nie widzialem. ma-sa-kra

Prześlij komentarz