4 lutego 2011

Dyskusyjne prawo Nowej Zelandii

Zapraszam wszystkich do dyskusji. W komentarzach :)

Dowiedziałem się ostatnio, że w Nowej Zelandii ustawowo ubezpieczony od uszczerbku na zdrowiu jest każdy. Nie można się ubezpieczyć na żadną kwotę, ponieważ z definicji każdy jest równy i równo ubezpieczony. Jest to część systemu podatkowego i składkę również odprowadza każdy.
Teraz większa kontrowersja. Z powyższego wynika taka oto zasada: W Nowej Zelandii, jeśli stanie Ci się krzywda z czyjegoś powodu, nie można tego kogoś oskarżyć! Jeśli przypadkiem budowniczym spadnie cegłówka i zabije ojca 5 dzieci, rodzina nie może oskarżyć firmy budowlanej. Firmą zajmuje się specjalny organ państwowy, zaś odszkodowanie dostaje się od Państwa. Przy czym zaznaczam, wysokość kary dla winnego nie musi się równać wysokości odszkodowania. W każdą stronę oczywiście.
Z jednej strony to dobre, bo odciąża zupełnie sądy i sprowadza cały proces odszkodowawczy do jednego wniosku do takiego naszego ZUS-u. Z drugiej, od wysokości można się odwołać tylko z powrotem do państwowej instytucji.
Może urodziłem się w Polsce z wrodzoną nieufnością do takiej organizacji jak "państwo", ale czy myślicie, że takie podejście jest dobre? Myślicie, że sprawdziło by się w Polsce?

1 lutego 2011

Ślub, sąd i afera - brazylijska telenowela?

Ostatni tydzień był dosyć monotonny. Pogoda się skiepściła i przypomina prawdziwe polskie lato - jest nieprzewidywalna. Poza tym są nowe zadania, które sukcesywnie wypełniają czas. I tak długi weekend minął jak z bicza strzelił.

Bo otóż mieliśmy długi weekend, choć w ogóle go nie zauważyłem. Długi weekend wynikał z faktu, że 31 stycznia jest święto Auckland. Z tego powodu Auckland nie pracuje... i tylko Auckland. Cała reszta państwa siedzi sobie w pracy, ponieważ święta ich regionów są kiedy indziej.
Weekend upłynął na siedzeniu w pracy. Prawie cały. Nie, nie to że jestem nienormalny :) No może troszkę, ale tym razem nie pracowałem. W końcu aż tak dużo pracy nie ma. Tym razem siedziałem nad prezentem dla naszych znajomych, do których idziemy na ślub. Prezentem od całej grupy znajomych, którym będzie pamiątkowa strona internetowa z ich historiami, zdjęciami, księgą gości i opisem samego ślubu. Trochę się tego zrobiło, więc z małej "landing page" zrobiła się pełnowymiarowa strona w Joomli. Dlaczego w Joomli, skoro zawsze narzekam, że jest przestarzała? Bo jest najpopularniejsza a co za tym idzie, większość dodatków można ściągnąć jako darmowe pluginy. Efekt pewnie zareklamuje, a co, niech się Natalia z Jasonem pochwalą swoim ślubem prawda?

Swoją drogą taki ślub to strasznie dużo pracy od strony imigranta. No bo kto przywozi ze sobą eleganckie buty, koszule, krawat, pasek... Krótko mówiąc poprzedni tydzień upłynął również pod znakiem zakupów. Z tego powodu muszę się pochwalić, że w przeciwieństwie do dziewczyn, moje zakupy trwały może 30 minut. Owszem, nie mam jeszcze koszuli i butów (choć buty mam już wybrane), ale jestem prawie pewien, że w ciągu godziny zmieszczę się ze wszystkim. Swoją drogą - wiecie ile google zwraca wyników na zapytanie "jakiego koloru wybrać koszulę na ślub"? Oczywiście po angielsku. Ciekawe ilu z was teraz sprawdzi :)

Przy okazji mogę was poinformować już oficjalnie, że zapoznam się z Nowozelandzkim wymiarem sprawiedliwości. W ubiegłym tygodniu oficjalnie złożyłem pozew przeciwko firmie, która wciąż "przetrzymuje" mój skuter. Całość kosztuje 31 dolarów, załatwienia trwają około godziny (łącznie z wypełnianiem papierkowej roboty) a proces mam dokładnie za 3 tygodnie. Dowiedziałem się też, że troszkę za bardzo się napalam na ten wymiar sprawiedliwości, bo pomimo że wszystko dzieje się tak szybko, to jeśli trafi się drobiazgowy sędzia, może się przyczepić nawet do błędów w wypełnianiu wniosku i odroczyć sprawę. Dowiedziałem się również, że sporo z takich spraw kończy się ugodą jeszcze przed procesem. Tzn. pani z sądu powiedziała mi, że wiele z takich firm gra "cwaniaków" do momentu aż dostaną oficjalne pismo sądowe o dacie procesu. Wtedy kontaktują się ze stroną i próbują zawrzeć ugodę. Na to prawo tutejsze pozwala.

Pochwalę się jeszcze przekonaniem, że przyczyniłem się do ujawnienia i załatania afery w jednym ze sklepów obuwniczych. Otóż przed wyjazdem na wakacje poszedłem kupić buty. W sklepie była promocja "kup 2 pary, jedną dostaniesz gratis". Więc kupiłem 2 i pytam się w kasie, dlaczego płacę za obie? Facet odpowiada, że dostanę trzecie gratis jeśli chcę. Więc odpowiedziałem, że ok, tą reklamę można tak zrozumieć ale można również zrozumieć tak, że jedną z tych 2 dostanę gratis i że reklama nie może być niejednoznaczna. Sprzedawca tylko machnął ręką i powiedział, że za wiele to on nie może (zgodnie zresztą z prawdą). Więc wykorzystując moją wrodzoną upierdliwość (pozdrawiam mamę :) ) napisałem 2 maile. Jeden do siedziby firmy, drugą do telewizji nowozelandzkiej. W obu napisałem to co myślę. Nie wiem na ile akurat mój mail się do tego przyczynił (zapewne takich było setki), ale dostałem przeprosiny od tamtej firmy i w ostatnim tygodniu w sklepach doklejono do tamtej reklamy dopisek "kup 2 pary, trzecią dostaniesz gratis" :) Fajnie tak sobie pomyśleć, że się wymusiło coś na dużej korporacji (to taka firma pokroju polskiego Deischmana /czy jak się to pisze/).

27 stycznia 2011

Chwilowo inne zajęcia

Dawno mnie tu nie było co? A to dlatego, że przegrałem wszystko w pokera! Heh, cóż hazardzista ze mnie żaden.
W weekend odbył się wieczór męski i damski. O damskim niewiele wam powiem, bo nie byłem :p W każdym układzie po części odbył się w naszym nowym mieszkaniu, ze względu na to, że jest w centrum i blisko później na imprezy. Męski odbył się w innym domu, dalej od centrum.
Damski wieczór polegał na piciu, jedzeniu a następnie imprezowaniu. Męski polegał na piciu, piciu, piciu i graniu w pokera. Na pieniądze. Grałem pierwszy raz w życiu i od razu przegrałem. W każdym układzie ciekawe doświadczenie w życiu i zapewne długo nie powtórzę, bo średnio podoba mi się przegrywanie. Grało nas 10 i graliśmy tylko o 20$. Tzn 20$ każdy, przez co w puli było do wygrania 200$ - koszt pizzy, którą zjedliśmy. Ja odpadłem około 12 w nocy. Jak wychodziłem z chłopakami na miasto było około 2 w nocy i jeszcze 3 osoby grały. Dowiedziałem się później, że jeszcze długo później zostały 2 i postanowiły podzielić się wygraną. Tak czy owak jestem do tyłu o 20$ i nowe doświadczenie.
Aczkolwiek doświadczenie w hazardzie mam, nie powiem :) Pamiętam jakieś 6 lat temu byliśmy w Monaco. We 2 postanowiliśmy wydać bodajże 30 Euro na maszyny, z czego wszystko co wygramy zostaje. Wrzuciliśmy 30 Euro, wyciągnęliśmy z wygranych jakieś 10. I kto mówił, że w kasynie da się coś ugrać? Oczywiście i tak skończyło się na tym, że te 10 wpadło z powrotem i zostało 0 ;)
Cóż, raz na 5 lat można sobie pozwolić na szalony wydatek 20$.

W pracy ruszyła się praca. To znaczy jest jej więcej. W wolnym czasie tymczasem zrobiłem szkolenie dla pracowników z nowych technologii, nowości w marketingu i podsumowanie CES 2011. Szefowi się spodobało i prezentacja będzie w przyszłym tygodniu. Szukam kolejnych pomysłów na wypełnienie sobie wolnego czasu w pracy. Kilka przedstawiłem szefowi, może mu się spodoba. Może wy macie jakieś? :) Tymczasem wczoraj zostały zamówione nowe wizytówki dla naszej firmy. Wizytówki dostanę również ja. Nie wiem czemu, ale za każdym razem, kiedy dostaje nowe firmowe wizytówki, cieszę się jak dziecko. Mam zachowanych zresztą kilka z poprzedniej firmy. Zrobię sobie kiedyś pamiątkowy obrazek z wszystkimi na starość :p

Pogoda jest prześliczna. W tygodniu. Zaczyna mnie denerwować pogoda typowo pracownicza, czyli cały tydzień świeci słońce a w weekend pada. Zresztą "pada" to mało powiedziane. Mieliśmy w weekend "mały" cyklon na północnej wyspie. Zdjęcia można sobie obejrzeć tutaj, a my tylko żałujemy, że nie zdecydowaliśmy się na planowany spacer w niedzielę. Jasne, że głowę wiatr urywał, jasne że padało szpilkami, ale z drugiej strony Tamaki Drive, które na zdjęciach pojawia się kilkukrotnie, zupełnie zalane olbrzymimi falami, jest 10 minut spacerem od nas. Cóż, leczyliśmy się po sobocie w łóżku i przegapiliśmy. Z opowieści wynika jednak, że taka pogoda na pewno się jeszcze powtórzy.

My tymczasem szykujemy się do ślubu Natalii, który już za dwa tygodnie. Trzeba się ubrać, bo nie przywiozłem żadnej koszuli, spodni eleganckich czy butów. Nawet pasek trzeba będzie kupić. Julia tymczasem z koleżankami już zaliczyła 1000 sklepów i ma prawie wszystko. BOGU DZIĘKI ZA KOLEŻANKI! Ja sobie wyjdę na godzinkę w sobotę i wszystko kupię ;) Zbliża się też długi weekend, ponieważ 31 stycznia jest wolny. W kolejny tydzień również miał być długi weekend, ale święto wypadło w niedzielę a akurat to święto się nie odrabia w tygodniu. Dziwne w ogóle te zasady, w każdym układzie powoduje to to, że po ślubie i poprawinach w niedzielę, w poniedziałek trzeba będzie iść do pracy. I w dodatku iść prosto! Ale jakoś damy radę. W końcu polska część ślubu musi pokazać jak się bawić prawda?

18 stycznia 2011

Na wesoło o SEO

Blogi mają to do siebie, że wysoko klasyfikowane przez google-a, są dobrze indeksowane. Nie wiem osobiście i nie interesuje mnie, jak dobrze jest zindeksowany ten blog. Wszyscy wiemy, że page-rank jest już nieaktualny, więc to, że mam 0 mnie nie rusza :) Linkowanie też stało się mniej aktualne. Google wycofuje się ze starych technologii na rzecz społeczności użytkowników, czyli czytania preferencji i zachowań użytkowników i klasyfikowania stron na tej płaszczyźnie.
Mniejsza o szczegóły. Sęk w tym, że im więcej google indeksuje na danej stronie tym śmieszniejsze są wyniki wyszukiwania. I tak top 10 fraz po jakich został znaleziony mój blog:

10. czarny pudding
9. biegnie po angielsku
8. co grozi za znieważenie godła polski
7. fabryka kiwi w polsce
6. klikacze
5. jak sie przeziebic
4. żeście
3. list motywacyjny do fabryki pomidorów w wielkiej brytanii
2. jakieś robaczki zalęgły w pochłaniaczu

AND THE WINNER IS:

1. czy taksowkarz moze napisac oswiadczenie o niekaralnosci czy musi je odebrac w sadzie

Źródło oczywiście GA.

Polska oczami NZ

Wbrew temu co piszą i wygadują polskie media, wcale tak źle się nie dzieje:
New Zealand Herald, wydanie 30 grudnia 2010, pierwsza strona działu biznes

17 stycznia 2011

Nowe fotki

Fotki są, przebrane i ułożone, więc można oglądać. Opisy pojawią się wkrótce:

Wigilia 2010

Plaża i wodospad Kare Kare


Coromandel i sylwester 2010-2011

Dużo z nich jest ludzi, dużo jest nowych, których dopiero co poznaliśmy. Dużo jest też ludzi z kempingu, którzy dołączyli do naszej zabawy sylwestrowej, których widzieliśmy pierwszy raz i nigdy więcej pewnie nie zobaczymy :) Mimo wszystko będą wspomnienia. Dla tych, co chcą pooglądać krajobrazy - takich zdjęć jest mało.
Plus dodałem linki do albumów mojego i Julii po prawej stronie :)

Polacy w internecie, czyli kontrowersji c.d.

Pewnie niewielu z was zagląda do starych postów i czyta śmieszne komentarze, które pojawiają się pod nimi. Ja stety/niestety dostaję powiadomienia i sobie czytam.
Skoro ja mogę być oceniany, a przecież celowo wystawiam się na oceny, to dlaczego nie mógłbym ocenić statystycznego Polaka w internecie?
Tak Ty! Patrzę na Ciebie. Piszesz sobie komentarze bod blogiem, nie podpisując się, lub podpisując anonimowo i oceniasz ludzi (nie liczę moich przyjaciół i znajomych, którzy grzecznie się podpisują i grzeczni są z reguły, bo wiem gdzie mieszkają haha :p ) Popatrz jak łatwo nam Polakom to przychodzi. A bo styl brzydki, a bo ortografia, a bo to czy tamto. I znów pojawia się Polska hipokryzja. Dlaczego wszelkie słowa na P piszę z dużej litery? Bo się ktoś tam czepiał. Teraz czepiamy się o to, że wszystkie są z dużej litery.

A teraz na spokojnie. Mieszkam sobie w Nowej Zelandii i chwalę to sobie. Dlaczego? Bo tutaj nikt nikogo nie ocenia. Nie ma tej cholernej Polskiej zawiści, zazdrości i zawziętości "bo on to ma i on zrobił". Tutaj ludzie żyją swoimi sprawami. Nawet Polacy będący tutaj przystosowali się do stylu życia, że fajnie jest wiedzieć co u Ciebie się dzieje, jak się dzieje, po co się dzieje, ale respektuję Twoją prywatność i szanują ciebie. Przyjaciele jak pytają o prywatne rzeczy, to po to by móc w czymś pomóc. UWAGA! To jest kraj w którym nie wstydzę się powiedzieć bliskim znajomym, że nie idę na imprezę bo nie mam pieniędzy! Otwartość i ciepło, jakim darzą Cię tutejsi ludzie jest niesamowita. I właśnie tego między innymi szukałem na świecie i dalej będę szukał, jeśli się gdzieś przeprowadzę.

A teraz Ty, drogi internauto. Chodzisz po internecie, jesteś anonimowy, oceniasz ludzi swoją miarą. Zastanów się co Ty w życiu osiągnąłeś? Czym Ty się możesz pochwalić, o czym i jak Ty możesz napisać w internecie? Fajnie tak oceniać innych, ale może zacznijmy wszyscy od oceniania siebie co?
"Fajnie, że ktoś pisze relacje z Nowej Zelandii, opisuje co i jak, ale ja jakbym tam był, zrobiłbym to lepiej. A nawet jak będę, to nie będę pisał, bo jestem tak dobry, że dostałbym tyle nagród, których nie potrzebuję". Tak wygląda moje postrzeganie typowego Polskiego internauty. Nie zgadzasz się? Ponarzekaj w komentarzach, aż mnie korci przeczytać tych wszystkich "anonimów" :) I oczywiście komentarz Madzi, na tego też czekam, bo z Madzią dyskusje dawniej toczyły się godzinami i ona jest wyjątkiem od reguły :p

Na koniec podsumowanie. Pojawił się znikąd pewien anonim, który rozpoczął porównywać mnie do innego NZ bloga. Osobiście znam bloga, osobiście znam również blogerkę, którą spotkałem w Auckland. Problem w tym, że ona ma prawdziwy dar pisania i jest uzdolniona humanistycznie. Jeśli mielibyśmy się porównywać, to tylko prowadząc 2 blogi. Jeden taki, a drugi informatyczno-matematyczny. Mediana wyników z obu blogów mogła by pozwalać na porównywanie ludzi. W przeciwnym wypadku to nie ma sensu.
Nigdy nie twierdziłem, że mam talent do pisania. Nigdy nie twierdziłem, że potrafię bezbłędnie pisać. Zresztą swoisty styl tego bloga jest celowo narzucony. Ma być luźny, otwarty i zabawny jak cała Nowa Zelandia.
Za to bardzo lubię Kubę Wojewódzkiego, dlatego w jego stylu powiem "piszę jak chcę i o czym chcę, jak się nie podoba, to po co Tu jesteś? Potrzebujesz się dowartościować?"