Jeśli ktoś myślał, że wyjazd do nowej zelandii jest zwariowany, to co powiecie na dzisiejszy wieczór, kiedy kupiłem skuter, przyjechałem nim 60km do domu w ulewnym deszczu, po ciemku, zatrzymany po drodze przez policję za jazdę po autostradzie i przemoczony do małego włoska na ciele? Ale mam zarąbisty skuter! :) I jestem przemarznięty, więc znikam spać pod kołdrą i 2 kocami...
p.s. jutro odrobie zadanie :) bedziecie mieli post, ktory wam starczy na tydzien :p
czyli relacja z szalonej emigracji do Nowej Zelandii, życiu i bolączkach mieszkając na drugim końcu świata
14 września 2010
13 września 2010
zaleglosci odrobie jutro
z obiecanek nici, jako ze napotkalem nieprzewidziane problemy z internetem. pisanie posta z komorki to koszmar. ze tez blogspot nie dorobil sie jeszcze wersji mobilnej! jutro wam przekleje co nabazgralem.
Pożeracz sushi
Korzystając z przerwy na lunch muszę się wyspowiadać, że zostałem nałogowym pożeraczem sushi. Wynika to z tego, że czasem brakuje mi czasu na przygotowanie takiego full lunchu, przez co wieczorem wracając do domu, czy nawet podczas lunchu kiedy nie mam nic ze sobą, najłatwiej jest kupić sushi. Sushi, które tutaj kosztuje grosze (za 6$ można kupić całe pudełeczko, czyli zwykle 6 dużych sushi). Sushi, które tutaj robi się ze wszystkiego. Z ryb, z owoców morza, ale także z wołowiny czy kurczaka :) W dodatku w części sklepów sushi można sobie samemu skonfigurować pudełeczko (w części niestety są gotowe zestawy).
I tak dzisiaj mam 2 paczuszki za sobą, a w ostatnim tygodniu średnio co drugi dzień odwiedzałem sushi wracając z pracy. Podobno zdrowe.
Pozdrawiam w przerwie pomiędzy pożeraniem sushi z krewetką a sushi z łososiem.
Więcej wieczorem :)
I tak dzisiaj mam 2 paczuszki za sobą, a w ostatnim tygodniu średnio co drugi dzień odwiedzałem sushi wracając z pracy. Podobno zdrowe.
Pozdrawiam w przerwie pomiędzy pożeraniem sushi z krewetką a sushi z łososiem.
Więcej wieczorem :)
11 września 2010
Leniuchowanie
Dzisiejszy dzień dzielił się na 2 części. Aktywną i nieaktywną :) Zaczęło się rano od wspomnianego wypadu na ryby. I tak oto za drobne kilkaset dolarów zaopatrzyłem się w 2 wędki (jedną teleskopową, jedną 2 częściową), 2 kołowrotki, pudełko rybackie, zestaw haczyków, ciężarków, sztucznych przynęt itd itp i tak pewnie większość z was nie rozumie :p Głównym problemem był mały wybór w sklepie. Bo to sklep sportowy był bardziej niż wędkarski, który muszę znaleźć. I tak np w ogóle nie było spławików ani sprężyn na grunt. Trudno, pomachamy sobie w takim układzie błyskiem na początek.
Około 12 wylądowaliśmy z Kayla, czyli najmłodszą nad zatoką. Z mostu łowiło tysiąc ludzi, człek koło człeka, więc przenieśliśmy się kawałek dalej znajdując swój kawałek łowiska. Pierwsza godzina to urządzanie sprzętu, czyli nawijanie żyłki na kołowrotki, zakładanie kołowrotków, przynęt, wiązanie haczyków... Po uporaniu się ze wszystkim zaczynamy sobie rzucać. Po 15 minutach Kayla urywa pierwszy błysk :) Straciliśmy ich w sumie 2 + jednego twistera. To efekt dużych kamieni przy brzegu. Jak łatwo się domyśleć, pierwsze łowienie przyniosło efekt w postaci 2 potworów muszelkowych i prawie jednej mewy (czytaj, żadnej złowionej ryby). Z tymi potworami muszelkowymi to ciekawe w sumie, bo w Polsce w słodkiej wodzie też takie się łapią na błysk, tyle że tutaj to są takie prawdziwe muszelkowce. Jak znajdujecie muszelki na plaży, takie ładne pomarszczone, kolorowe, to takie 2 muszelki połączone a w środku dziwadło, które łapie za haczyk :) Mewa natomiast uwzięła się na Kayli woblera i usilnie próbowała go upolować. Po długim machaniu wędką i rękami na zmianę się odczepiła.
Nad zatoką spędziliśmy 3 godziny. Przegoniła nas ulewa. Na szczęście dosyć niedaleko stał jakiś domek, który co prawda był zamknięty, ale miał miejsce pod schodami do schowania się przed deszczem i odczekania na transport powrotny.
Odkąd wróciliśmy - lenię się :) Tzn nie zrobiłem nic. No może poza bałaganem wypakowując plecak z ryb. W międzyczasie posiedziałem na komputerze, przespałem się godzinę, zadzwoniłem do Polski i tyle. I tak minęło całe popołudnie. Zapewne jest to też efekt pogody, ale wcale się źle z tym nie czuję. Od czasu do czasu trzeba porobić nic! o!
Dzisiaj natomiast opowiem wam dwa spostrzeżenia w trakcie dojazdu do pracy. Jak już wam wspominałem kiedyś, ogromna większość ludzi w pociągu słucha muzyki. Wspominałem wam również, o zwariowanym radiu The Edge. I tak np. ostatnio podczas porannej audycji, komentując jakieś wydarzenie z (niepamiętamjakiego kraju), kiedy to młody chłopak został aresztowany za grę w strip monopol z dziewczyną i jej koleżanką. Prowadzący poprosili słuchaczy, żeby dzwonili i pisali w jakie najdziwniejsze "strip" gry grali, a sami tymczasem na poczekaniu wymyślili grę pt. "strip aftershock". Ponieważ w Cantebury po ostatnim trzęsieniu pojawiły się jeszcze 4 czy 5 całkiem sporych wstrząsów wtórnych, The Edge wymyśliło grę, w której po każdym wstrząsie ludzie ściągają z siebie kawałek ubrania. Ci to są szurnięci. W dodatku mają tak codziennie. Zastanawiam się, czy oni co rano nie palą tam czegoś w tym radiu. Wracając do spostrzeżenia, chciałem wam powiedzieć, że bardzo łatwo rozpoznać kto w pociągu słucha właśnie The Edge, ponieważ zwykle w jednym wagonie przynajmniej kilka osób się szeroko uśmiecha w tym samym momencie, kiedy właśnie coś śmiesznego dzieje się w radiu. Wygląda to śmiesznie kiedy patrzysz przed siebie, nagle uśmiechasz się sam do siebie słuchając radia a na przeciwko Ciebie robi dokładnie to samo druga osoba.
Drugie spostrzeżenie natomiast to winda w biurowcu mojej firmy. Biurowiec ma 11 pięter i dwie windy. Niestety schody są zamknięte jako wyjście ewakuacyjne, co jest trochę głupotą, bo z miłą chęcią podrałowałbym sobie od czasu do czasu po schodach na to 11 piętro. W każdym układzie zwykle wciskałem przycisk i spokojnie czekałem na windę. W tym tygodniu jednak przykułem swoją uwagę do wyświetlaczy (wskazują na którym piętrze jest winda) i zauważyłem książkowy przykład z przedmiotu "algorytmy i struktury danych". Dokładnie taki przykład mieliśmy na wykładach i sam jestem zaskoczony, że takie coś, ktoś mógł wykorzystać naprawdę. No bo przecież na najprostsze rzeczy najtrudniej wpaść, żeby użyć. I tak oto algorytm wygląda następująco: Przychodzę do pracy i windy są na 11 i 5 piętrze. Wciskam przycisk, że chcę jechać na górę i zjeżdżają obie windy. Pierwsza zjeżdża z 5 piętra na parter, druga natomiast z 11 piętra na 6. Algorytm bardzo prosty. Nie ważne gdzie ja pojadę moją windą, druga będzie dokładnie w połowie drogi w każdą stronę. Kiedyś muszę się przypatrzeć jak ten algorytm zadziałałby, gdybym drugą windą też wyjechał na 6 piętro. Obie były by na 6? Czy np jedna zjechała by na parter? Czy np obie podzieliły by się na 4 i 8 piętro? Ciekawe :)
Dzisiaj na koniec napiszę wam jeszcze o tym, jak popularne jest tutaj rugby. Rugby tutaj to sport narodowy, ale narodowy pełną gębą. Nasza piłka nożna to hobby Polaków. Tutaj rugby to religia. Rugby jest w każdej reklamie, rugby jest na każdym kanale, rugby jest wszędzie. Nowa Zelandia jest też organizatorem mistrzostw świata w 2011 roku w rugby. Z ciekawości z chęcią przeszedłbym się na jeden z meczy mistrzostw, ale bilety na ciekawe mecze zaczynają się od 200$, przy czym nie da się biletu kupić. Bilet można tylko wylosować, ponieważ zainteresowanie przekracza ilość miejsc (rejestruje się w systemie, jeśli system Cię wylosuje, możesz kupić bilet po określonej cenie). W każdym układzie im bliżej mistrzostw, tym więcej rugby w TV. All blacks reklamują dezodoranty, jogurty, karty zniżkowe, płatki śniadaniowe, coca colę... Pytanie czego oni nie reklamują. Szkoda tylko, że haka częściej nie pokazują, bo to akurat podoba mi się bardzo :)
Około 12 wylądowaliśmy z Kayla, czyli najmłodszą nad zatoką. Z mostu łowiło tysiąc ludzi, człek koło człeka, więc przenieśliśmy się kawałek dalej znajdując swój kawałek łowiska. Pierwsza godzina to urządzanie sprzętu, czyli nawijanie żyłki na kołowrotki, zakładanie kołowrotków, przynęt, wiązanie haczyków... Po uporaniu się ze wszystkim zaczynamy sobie rzucać. Po 15 minutach Kayla urywa pierwszy błysk :) Straciliśmy ich w sumie 2 + jednego twistera. To efekt dużych kamieni przy brzegu. Jak łatwo się domyśleć, pierwsze łowienie przyniosło efekt w postaci 2 potworów muszelkowych i prawie jednej mewy (czytaj, żadnej złowionej ryby). Z tymi potworami muszelkowymi to ciekawe w sumie, bo w Polsce w słodkiej wodzie też takie się łapią na błysk, tyle że tutaj to są takie prawdziwe muszelkowce. Jak znajdujecie muszelki na plaży, takie ładne pomarszczone, kolorowe, to takie 2 muszelki połączone a w środku dziwadło, które łapie za haczyk :) Mewa natomiast uwzięła się na Kayli woblera i usilnie próbowała go upolować. Po długim machaniu wędką i rękami na zmianę się odczepiła.
Nad zatoką spędziliśmy 3 godziny. Przegoniła nas ulewa. Na szczęście dosyć niedaleko stał jakiś domek, który co prawda był zamknięty, ale miał miejsce pod schodami do schowania się przed deszczem i odczekania na transport powrotny.
Odkąd wróciliśmy - lenię się :) Tzn nie zrobiłem nic. No może poza bałaganem wypakowując plecak z ryb. W międzyczasie posiedziałem na komputerze, przespałem się godzinę, zadzwoniłem do Polski i tyle. I tak minęło całe popołudnie. Zapewne jest to też efekt pogody, ale wcale się źle z tym nie czuję. Od czasu do czasu trzeba porobić nic! o!
Dzisiaj natomiast opowiem wam dwa spostrzeżenia w trakcie dojazdu do pracy. Jak już wam wspominałem kiedyś, ogromna większość ludzi w pociągu słucha muzyki. Wspominałem wam również, o zwariowanym radiu The Edge. I tak np. ostatnio podczas porannej audycji, komentując jakieś wydarzenie z (niepamiętamjakiego kraju), kiedy to młody chłopak został aresztowany za grę w strip monopol z dziewczyną i jej koleżanką. Prowadzący poprosili słuchaczy, żeby dzwonili i pisali w jakie najdziwniejsze "strip" gry grali, a sami tymczasem na poczekaniu wymyślili grę pt. "strip aftershock". Ponieważ w Cantebury po ostatnim trzęsieniu pojawiły się jeszcze 4 czy 5 całkiem sporych wstrząsów wtórnych, The Edge wymyśliło grę, w której po każdym wstrząsie ludzie ściągają z siebie kawałek ubrania. Ci to są szurnięci. W dodatku mają tak codziennie. Zastanawiam się, czy oni co rano nie palą tam czegoś w tym radiu. Wracając do spostrzeżenia, chciałem wam powiedzieć, że bardzo łatwo rozpoznać kto w pociągu słucha właśnie The Edge, ponieważ zwykle w jednym wagonie przynajmniej kilka osób się szeroko uśmiecha w tym samym momencie, kiedy właśnie coś śmiesznego dzieje się w radiu. Wygląda to śmiesznie kiedy patrzysz przed siebie, nagle uśmiechasz się sam do siebie słuchając radia a na przeciwko Ciebie robi dokładnie to samo druga osoba.
Drugie spostrzeżenie natomiast to winda w biurowcu mojej firmy. Biurowiec ma 11 pięter i dwie windy. Niestety schody są zamknięte jako wyjście ewakuacyjne, co jest trochę głupotą, bo z miłą chęcią podrałowałbym sobie od czasu do czasu po schodach na to 11 piętro. W każdym układzie zwykle wciskałem przycisk i spokojnie czekałem na windę. W tym tygodniu jednak przykułem swoją uwagę do wyświetlaczy (wskazują na którym piętrze jest winda) i zauważyłem książkowy przykład z przedmiotu "algorytmy i struktury danych". Dokładnie taki przykład mieliśmy na wykładach i sam jestem zaskoczony, że takie coś, ktoś mógł wykorzystać naprawdę. No bo przecież na najprostsze rzeczy najtrudniej wpaść, żeby użyć. I tak oto algorytm wygląda następująco: Przychodzę do pracy i windy są na 11 i 5 piętrze. Wciskam przycisk, że chcę jechać na górę i zjeżdżają obie windy. Pierwsza zjeżdża z 5 piętra na parter, druga natomiast z 11 piętra na 6. Algorytm bardzo prosty. Nie ważne gdzie ja pojadę moją windą, druga będzie dokładnie w połowie drogi w każdą stronę. Kiedyś muszę się przypatrzeć jak ten algorytm zadziałałby, gdybym drugą windą też wyjechał na 6 piętro. Obie były by na 6? Czy np jedna zjechała by na parter? Czy np obie podzieliły by się na 4 i 8 piętro? Ciekawe :)
Dzisiaj na koniec napiszę wam jeszcze o tym, jak popularne jest tutaj rugby. Rugby tutaj to sport narodowy, ale narodowy pełną gębą. Nasza piłka nożna to hobby Polaków. Tutaj rugby to religia. Rugby jest w każdej reklamie, rugby jest na każdym kanale, rugby jest wszędzie. Nowa Zelandia jest też organizatorem mistrzostw świata w 2011 roku w rugby. Z ciekawości z chęcią przeszedłbym się na jeden z meczy mistrzostw, ale bilety na ciekawe mecze zaczynają się od 200$, przy czym nie da się biletu kupić. Bilet można tylko wylosować, ponieważ zainteresowanie przekracza ilość miejsc (rejestruje się w systemie, jeśli system Cię wylosuje, możesz kupić bilet po określonej cenie). W każdym układzie im bliżej mistrzostw, tym więcej rugby w TV. All blacks reklamują dezodoranty, jogurty, karty zniżkowe, płatki śniadaniowe, coca colę... Pytanie czego oni nie reklamują. Szkoda tylko, że haka częściej nie pokazują, bo to akurat podoba mi się bardzo :)
8 września 2010
Rutyna
Zaczynam wpadać w rutynę. Wszystko przez pociągi, ale to chyba dobrze. Codziennie wstaję rano ok 7, o 8 wychodzę z domu po śniadaniu, żeby zdążyć na pociąg 8.15. W pracy jestem ok 8.45. Wychodzę z pracy 17.45 i wpadam na pociąg 17.55. W domu jestem ok 18.45, lekka przekąska, jogging, odpoczynek, przygotowanie lunchu na następny dzień, kolacja, prysznic i czas dla siebie. I tak codziennie. No prawie codziennie, bo Ci co mnie znają wiedzą, że są też dni, kiedy wychodzę na pociąg o 6.40 a wyjeżdżam tym 19.05 :p Ale to wyjątki potwierdzające regułę.
W pracy jest nad wyraz spokojnie. Tzn praca jest, owszem i to sporo, ale jakoś minęło ciśnienie po tym pierwszym projekcie i spokojnie można sobie klepać kod. Można poświęcić się walce z IE, co zajmuje standardowo 50% czasu projektu. Czy ja już wspomniałem jak kocham Microsoft? Dostałem też dzisiaj od admina pytanie, czy dużo projektów planuję na IIS, bo on za bardzo nie chciałby tego trzymać i jeśli to jest jeden projekt, to ok, ale jeśli będzie więcej to będziemy musieli coś przemyśleć. W odpowiedzi dostał maila "Boże, jeśli jeszcze jeden projekt będzie w ASP, to razem z nim wyskoczę przez balkon!" :) Adminów mamy 2, zajmują się serwerami 3 firm w tym naszej. Problem w tym, że ta właściwa (która ich zatrudnia) w listopadzie wyprowadza się do Sydney, co oznacza, że zostanę również administratorem lol :) Ale od czego się ma płatne hostingi i 24 godzinną linię wsparcia!
Weekend zapowiada się pogodnie, więc do zakupów postanawiam dorzucić wędkę :) I tak oto w ten weekend pierwszy raz idę połapać sobie żyjątka. Na razie tylko do zatoki, bo nie mam jeszcze samochodu, ale w przyszłości zamierzam wybierać się na sławetne Nowozelandzkie pstrągi i łososie w góry. Tymczasem wędkę zakupuję tanią, bo jakbym złapał w zatoce orkę albo rekina, wolę ją poświęcić niż walczyć ze stworzeniem :p
Jeśli chodzi o ostatni weekend, byłem na urodzinach Natalii, czyli NZ Polki. Nie wiem czy wam już wspominałem, ale jest tutaj grupa polaków w wieku pomiędzy 20-30 lat, która trzyma się ze sobą, imprezuje i wycieczkuje. Wszyscy bardzo sympatyczni i fajni a część pewnie to czyta, więc pozdrawiam :p
W każdym układzie Natalia zorganizowała urodziny w stylu typowo Kiwuskim. Pierwszy raz byłem na takiej imprezie więc nie bardzo wiedziałem jak się odnaleźć. Otóż impreza w większości to standing party, gdzie każdy w jednej ręce trzyma alkohol, w drugiej jedzenie (głównie z grilla) i rozmawia z okolicznymi gośćmi. Dodatkowo w salonie była głośna muzyka i część tańczyła. Linda określiła to jako typową imprezę Kiwi: alkohol, jedzenie, głośna muzyka i noise control. Akurat obeszło się bez tego ostatniego, ale impreza trzeba przyznać zupełnie inna, niż u nas. Szczególnie, że osób było naprawdę dużo i wyzwanie podwójne :) Obcy język, prawie wszyscy obcy ludzie... Cóż, z czasem na pewno przyjdzie się przyzwyczaić. Mogę za to pochwalić Natalię za jedzenie, bo było przepyszne, i jej męża Jasona, za grillowane jedzenie, które było równie dobre.
Na koniec dwa dowcipy, które usłyszałem wczoraj. Jeden w pracy, drugi jak opowiedziałem w domu pierwszy - od Lindy.
Przyjeżdża policja pod dom i puka do drzwi:
-Kto tam?
-Policja
-Czego chcecie?
-Porozmawiać
-A ile was jest?
-Dwóch
-To porozmawiajcie ze sobą
:))))
I odpowiedź Lindy na dowcip (mam nadzieję, że lokalni nie umieją po polsku :D ):
-Jedzie 4 Maori w samochodzie. Kto prowadzi?
-Policjant
Milego dnia! :)
W pracy jest nad wyraz spokojnie. Tzn praca jest, owszem i to sporo, ale jakoś minęło ciśnienie po tym pierwszym projekcie i spokojnie można sobie klepać kod. Można poświęcić się walce z IE, co zajmuje standardowo 50% czasu projektu. Czy ja już wspomniałem jak kocham Microsoft? Dostałem też dzisiaj od admina pytanie, czy dużo projektów planuję na IIS, bo on za bardzo nie chciałby tego trzymać i jeśli to jest jeden projekt, to ok, ale jeśli będzie więcej to będziemy musieli coś przemyśleć. W odpowiedzi dostał maila "Boże, jeśli jeszcze jeden projekt będzie w ASP, to razem z nim wyskoczę przez balkon!" :) Adminów mamy 2, zajmują się serwerami 3 firm w tym naszej. Problem w tym, że ta właściwa (która ich zatrudnia) w listopadzie wyprowadza się do Sydney, co oznacza, że zostanę również administratorem lol :) Ale od czego się ma płatne hostingi i 24 godzinną linię wsparcia!
Weekend zapowiada się pogodnie, więc do zakupów postanawiam dorzucić wędkę :) I tak oto w ten weekend pierwszy raz idę połapać sobie żyjątka. Na razie tylko do zatoki, bo nie mam jeszcze samochodu, ale w przyszłości zamierzam wybierać się na sławetne Nowozelandzkie pstrągi i łososie w góry. Tymczasem wędkę zakupuję tanią, bo jakbym złapał w zatoce orkę albo rekina, wolę ją poświęcić niż walczyć ze stworzeniem :p
Jeśli chodzi o ostatni weekend, byłem na urodzinach Natalii, czyli NZ Polki. Nie wiem czy wam już wspominałem, ale jest tutaj grupa polaków w wieku pomiędzy 20-30 lat, która trzyma się ze sobą, imprezuje i wycieczkuje. Wszyscy bardzo sympatyczni i fajni a część pewnie to czyta, więc pozdrawiam :p
W każdym układzie Natalia zorganizowała urodziny w stylu typowo Kiwuskim. Pierwszy raz byłem na takiej imprezie więc nie bardzo wiedziałem jak się odnaleźć. Otóż impreza w większości to standing party, gdzie każdy w jednej ręce trzyma alkohol, w drugiej jedzenie (głównie z grilla) i rozmawia z okolicznymi gośćmi. Dodatkowo w salonie była głośna muzyka i część tańczyła. Linda określiła to jako typową imprezę Kiwi: alkohol, jedzenie, głośna muzyka i noise control. Akurat obeszło się bez tego ostatniego, ale impreza trzeba przyznać zupełnie inna, niż u nas. Szczególnie, że osób było naprawdę dużo i wyzwanie podwójne :) Obcy język, prawie wszyscy obcy ludzie... Cóż, z czasem na pewno przyjdzie się przyzwyczaić. Mogę za to pochwalić Natalię za jedzenie, bo było przepyszne, i jej męża Jasona, za grillowane jedzenie, które było równie dobre.
Na koniec dwa dowcipy, które usłyszałem wczoraj. Jeden w pracy, drugi jak opowiedziałem w domu pierwszy - od Lindy.
Przyjeżdża policja pod dom i puka do drzwi:
-Kto tam?
-Policja
-Czego chcecie?
-Porozmawiać
-A ile was jest?
-Dwóch
-To porozmawiajcie ze sobą
:))))
I odpowiedź Lindy na dowcip (mam nadzieję, że lokalni nie umieją po polsku :D ):
-Jedzie 4 Maori w samochodzie. Kto prowadzi?
-Policjant
Milego dnia! :)
Uwaga konkurs!
Tak sobie pomyślałem, że wpada tu codziennie tyle ludzi, a sam będąc w Polsce chciałbym coś dostać, dlatego ogłaszam konkurs :)
Jak wiecie po prawej stronie jest licznik. Szczęśliwiec, który wyświetli stronę poraz 11111 dostanie prezencik (po uprzednim wysłaniu mi adresu oczywiście :). Prezent pozostanie tajemnicą, chyba że zwycięzca będzie chciał się pochwalić. Zaznaczę jednak, że warto walczyć. I nie bawmy się w dzieci, to są odsłony, więc można oszukiwać. A jak zobaczę, że oszukujecie i za godzinę będę miał same jedynki, to się z wami nie bawię i nikt nic nie dostanie :p Szczególnie kieruję to do informatyków, którzy firebugiem chcieli by pooszukiwać :p
Warunek prosty i jeden, screen pulpitu z datą, godziną i odwiedzinami i magiczną liczbą 11111 :)
A teraz zabieram się do codziennego wpisu.
Jak wiecie po prawej stronie jest licznik. Szczęśliwiec, który wyświetli stronę poraz 11111 dostanie prezencik (po uprzednim wysłaniu mi adresu oczywiście :). Prezent pozostanie tajemnicą, chyba że zwycięzca będzie chciał się pochwalić. Zaznaczę jednak, że warto walczyć. I nie bawmy się w dzieci, to są odsłony, więc można oszukiwać. A jak zobaczę, że oszukujecie i za godzinę będę miał same jedynki, to się z wami nie bawię i nikt nic nie dostanie :p Szczególnie kieruję to do informatyków, którzy firebugiem chcieli by pooszukiwać :p
Warunek prosty i jeden, screen pulpitu z datą, godziną i odwiedzinami i magiczną liczbą 11111 :)
A teraz zabieram się do codziennego wpisu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)