Pojawiam się pomiędzy horrorem obejrzanym z wszystkimi domownikami a wyczekiwanym odpoczynkiem w łóżku :) Ponieważ zbliża się magiczna liczba, przypominam o konkursie. Postanowiłem trochę rozszerzyć zasady jako, że jest szansa iż ktoś nieświadomy zaliczy 11111 odsłonę.
Zasady pozostają te same. Wygrywa odsłona 11111. Jeśli jednak nie pojawi się u mnie screen z samymi jedynkami na mailu, powiedzmy dzień po odłonie, wygrywa 11112. Jeśli i ten się nie pojawi, wygrywa 11113 itd :) Do wygrania naprawdę cenny zestaw, obiecuję, że każdy będzie zadowolony. Nie mogę zdradzić narazie szczegółów, bo nie chcę tutaj stada nieznajomych sępów :p Zwycięzca zostanie zapytany, czy chce znać nagrodę i czy chce ją ujawnić światu. Być może pojawi się kolejny konkurs.
Tymczasem idę spać i życzę wszystkim miłej nocy :)
[EDIT] Poprawiłem cyferki :P
czyli relacja z szalonej emigracji do Nowej Zelandii, życiu i bolączkach mieszkając na drugim końcu świata
22 września 2010
21 września 2010
Dowcip
Tak czytając wasze komentarze przypomniał mi się dowcip:
Stirlitz wchodzi do gabinetu Muellera:
- Nie chciałby pan pracować dla radzieckiego wywiadu? - pyta. - Nieźle płacą.
Zszokowany Mueller patrzy podejrzliwie. Stirlitz zmieszany idzie do drzwi. Przystaje:
- Nie ma pan przypadkiem aspiryny? - pyta. Wie, że ludzie zapamiętują tylko koniec rozmowy.
To tak apropos, ze w 90% przypadkach komentujecie ostatni akapit wpisu :D
Stirlitz wchodzi do gabinetu Muellera:
- Nie chciałby pan pracować dla radzieckiego wywiadu? - pyta. - Nieźle płacą.
Zszokowany Mueller patrzy podejrzliwie. Stirlitz zmieszany idzie do drzwi. Przystaje:
- Nie ma pan przypadkiem aspiryny? - pyta. Wie, że ludzie zapamiętują tylko koniec rozmowy.
To tak apropos, ze w 90% przypadkach komentujecie ostatni akapit wpisu :D
20 września 2010
walka z laptopem
No i dupa. "Ten bios nie jest dla Twojego laptopa". HP ma u mnie duzego minusa. Moze i drukarki robi swietne, ale za to laptopy... Szkoda gadac. Ogolnie przejechalem sie na tym, ze kupilem za pol darmo laptopa, ktory ma fabryczna wade i nie jest wspierany dla niego XP. Rozchodzi sie o to, ze modele z serii dv9000 maja jeden radiator do grafiki i procka i grafika lubi sie od temperatury... odlutowac :] I to prawdopodobnie jest rowniez u mnie, aczkolwiek nawet przelutowanie grafiki czy nawet wymiana calej plyty, wyjdzie kosztowo taniej niz kupienie dzialajacego uzywanego :) Z tym, ze problemy to problemy i czas na zabawe z tym wszystkim...
Coz czeka mnie tydzien dokladania do ostatnich zakupow :) W laptopie przelutowywanie grafiki, w skuterze lusterko i umarta bateria. Tak to jest kupowac za grosze a potem dokladac (jeszcze nie dokladam, ale zapewne po jakims czasie tak sie skonczy).
Jeszcze tylko jedna notka. Dzialam pod nowym ubuntu bez polskiego slownika, wiec musicie dzisiaj zdzierzyc bledy i brak polskich literek :) (ubuntu to jedyny ratunek - ma swoje sterowniki do karty, ktore nie obciazaja jej na tyle, zeby sie nie wywalala)
Wiec wracajac do skutera. W piatek ucieklem burzy sprzed topora. Zsiadlem ze skutera, sciagnalem kask, kurtke, wszedlem do domu, nie minelo 10 minut jak zaczelo walic deszczem i piorunami. Wniosek jednak jest jeden. Jakkolwiek po jezdzie przez 3 godziny w deszczu nie balem sie zupelnie o wywrotke, tak w piatek mialem pelne gacie. Otoz tak jak sliska nawierzchnia jest grozna, tak podmuchy burzowego wiatru sa zabojcze! Taki strzal z boku przy malych 50km/h wiatru o predkosci 100km/h powoduje ze nawet takie cielsko jak ja ma problemy z rownowaga. A do tego dodajcie sobie np ciezarowke jadaca obok. Smierc w oczach! Odkrylem rowniez po 2 dniach, w ktorych miejscach bardziej wieje, w ktorych mniej. W tych bardziej wiejacych zwalniam do 30, zeby sie co najwyzej potluc. Oznacza to ni mniej ni wiecej, ze jesli kiedykolwiek mialbym kupic motor, to na pewno nie tutaj. Juz na skuterze umieram ze strachu. Samochod to samochod, moge ciagnac 300 po miescie w korku, ale wypieprzyc sie na motorze, zeby zaraz ktos po mnie przejechal? Nie, nie bedzie tak latwo.
Skuter natomiast to jedna wielka skarbonka. Do tej pory placilem 8$ dziennie na dojazd. 4$ w kazda strone. Odkad przyjechalem do domu "nowym" skuterem, pierwszego dnia zatankowalem do pelna za 5,50$. Pojechalem 2 razy do pracy i wskazowka dalej jest na full... To znaczy, ze przynajmniej tydzien pojezdze na tym 5,50 a to znow oznacza, ze skuter splaci sie w 2-3 miesiace :) O ile oczywiscie wczesniej z niego mnie nie zwieje :p
Mowiac o wietrze trzeba wspomniec o tym, ze pogoda morska, sztormowa nie odpowiada mieszczuchowi. W piatek ok, poszedlem normalnie spac po standardowym filmie telewizyjnym, gdzies pewnie przed polnoca. W sobote (z przyzwyczajenia) pobudka ok 8. Zjadlem sniadanie, przejrzalem internet i o 11 poszedlem sie zdrzemnac. Na polu dalej pizdzilo i lalo. Zdrzemnalem sie do... 3 popoludniu. W zasadzie tylko dlatego, ze Linda mnie obudzila. Prawdopodobnie moglbym caly dzien przespac, gdyby tak dalej poszlo. W niedziele na szczecie bylo juz lepiej i bylem do zycia, aczkolwiek juz "tylko" wialo. Zreszta dzisiaj tez, ale to juz resztki podmuchow :)
W sobote tez bylismy na kolacji u chlopakow. Po kolejnej tak swietnej kolacji oswiadczylem, ze jesli beda mi tak gotowac codziennie, to wlasnie sie im oswiadczam. Niestety oswiadczyny nie zostaly przyjete :p A do jedzenia bylo tak ( z tego co pamietam i rozpoznalem, a bylo duzo wiecej): na przystawke paluszki serowe owiniete w twarog i lososia wedzonego, malutkie zapiekanki z pesto, serem i miniaturkowymi pomidorami, krakersy z salami i serem plesniowym, krewetki w sosie pomidorowo jakimstam i jeszcze wiele rzeczy ktorych nie moglbym nazwac :) Na kolacje byla kuchnia egzotyczna, ktorej rowniez nie pamietam ale skladala sie na pewno z bambusa, trawy cytrynowej i wolowiny. Tyle skladnikow zapamietalem. Na deser natomiast ciasto czekoladowe na cieplo. Dodam tylko, ze wszystko wygladajace ladniej niz w najlepszej restauracji i oczywiscie przygotowane przez domownikow. Masakra. Nie dosc ze sam bym takich rzeczy nie wymyslil, to na pewno nie chcialo by mi sie tego przygotowywac!
Zeby jeszcze dorzucic do ognia, okazalo sie ze chlopaki maja w ogrodzie ogromne jacuzzi, w ktorym popijajac szampana zajadalismy wlasnie deser. Czy ja juz wspominalem, ze oni beda urzadzac moje mieszkanie/dom gdziekolwiek i kiedykolwiek sie pojawi? Nawet gdybym mial ich sciagac do polski!
Dodajac o jedzeniu, w przyszly weekend szykuje sie kolejna uczta z okazji 2 rocznicy Kitty i Lindy. Chlopaki obiecali przyniesc przystawki, dziewczyny ugotowac kolacje a ja obiecalem zrobic cos polskiego... Tylko jeszcze nie wpadlem co... Moze kanapki? :D Albo rosol? :D Tak bez wysilku ;) myslalem o pierogach, ale obawiam sie ze ktos moglby zginac podczas przygotowywania!
Na koniec dzisiejszej listy... lista :) Lista rzeczy do zrobienia w najblizszym czasie. Poniewaz dziewczyny ostatnio wiecznie sa splukane, to odkladaja wszystkie plany na przyszlosc. I tak uzbierala sie juz spora lista rzeczy do zrobienia. W przyszlym tygodniu na pewno nic z planow, bo impreza. Ale juz za 2 tygodnie trzeba zabierac sie za odrabianie. I tak do odrobienia jest wypad do ZOO, ktory odkladam juz od dluzszego czasu, ale nie chce mi sie isc samemu, wiec musze poczekac na Kitty i Linde. Jest rowniez wypad do Snow Planet, czyli sztucznego stoku snieznego zaraz obok Auckland - jednodniowa jazda na nartach kilka kilometrow od plazy ;) Nastepnie w kolejce jest wypad do Rotorua, gdzie Kitty bedzie robila tatuaz (takiego malego pyrtka na lydce). Rotorua to teren slynacy z aktywnosci wulkanicznej, czytaj gejzerow i kapieli blotnych :) No i ostatnie w kolejce to wypad na polnoc na piaszczysta, piekna, palmiasta plaze :) Ale to wypad przynajmniej na 2 dni, bo jest sporo km do zrobienia. Troche sie tego uzbieralo, wiec troche zejdzie zeby sie od tego odkopac :)
A tak apropos tatuazow. Moze by sobie tak strzelic tatuaz hmmm? (moja mama dostaje wlasnie ataku histerii :D )
Coz czeka mnie tydzien dokladania do ostatnich zakupow :) W laptopie przelutowywanie grafiki, w skuterze lusterko i umarta bateria. Tak to jest kupowac za grosze a potem dokladac (jeszcze nie dokladam, ale zapewne po jakims czasie tak sie skonczy).
Jeszcze tylko jedna notka. Dzialam pod nowym ubuntu bez polskiego slownika, wiec musicie dzisiaj zdzierzyc bledy i brak polskich literek :) (ubuntu to jedyny ratunek - ma swoje sterowniki do karty, ktore nie obciazaja jej na tyle, zeby sie nie wywalala)
Wiec wracajac do skutera. W piatek ucieklem burzy sprzed topora. Zsiadlem ze skutera, sciagnalem kask, kurtke, wszedlem do domu, nie minelo 10 minut jak zaczelo walic deszczem i piorunami. Wniosek jednak jest jeden. Jakkolwiek po jezdzie przez 3 godziny w deszczu nie balem sie zupelnie o wywrotke, tak w piatek mialem pelne gacie. Otoz tak jak sliska nawierzchnia jest grozna, tak podmuchy burzowego wiatru sa zabojcze! Taki strzal z boku przy malych 50km/h wiatru o predkosci 100km/h powoduje ze nawet takie cielsko jak ja ma problemy z rownowaga. A do tego dodajcie sobie np ciezarowke jadaca obok. Smierc w oczach! Odkrylem rowniez po 2 dniach, w ktorych miejscach bardziej wieje, w ktorych mniej. W tych bardziej wiejacych zwalniam do 30, zeby sie co najwyzej potluc. Oznacza to ni mniej ni wiecej, ze jesli kiedykolwiek mialbym kupic motor, to na pewno nie tutaj. Juz na skuterze umieram ze strachu. Samochod to samochod, moge ciagnac 300 po miescie w korku, ale wypieprzyc sie na motorze, zeby zaraz ktos po mnie przejechal? Nie, nie bedzie tak latwo.
Skuter natomiast to jedna wielka skarbonka. Do tej pory placilem 8$ dziennie na dojazd. 4$ w kazda strone. Odkad przyjechalem do domu "nowym" skuterem, pierwszego dnia zatankowalem do pelna za 5,50$. Pojechalem 2 razy do pracy i wskazowka dalej jest na full... To znaczy, ze przynajmniej tydzien pojezdze na tym 5,50 a to znow oznacza, ze skuter splaci sie w 2-3 miesiace :) O ile oczywiscie wczesniej z niego mnie nie zwieje :p
Mowiac o wietrze trzeba wspomniec o tym, ze pogoda morska, sztormowa nie odpowiada mieszczuchowi. W piatek ok, poszedlem normalnie spac po standardowym filmie telewizyjnym, gdzies pewnie przed polnoca. W sobote (z przyzwyczajenia) pobudka ok 8. Zjadlem sniadanie, przejrzalem internet i o 11 poszedlem sie zdrzemnac. Na polu dalej pizdzilo i lalo. Zdrzemnalem sie do... 3 popoludniu. W zasadzie tylko dlatego, ze Linda mnie obudzila. Prawdopodobnie moglbym caly dzien przespac, gdyby tak dalej poszlo. W niedziele na szczecie bylo juz lepiej i bylem do zycia, aczkolwiek juz "tylko" wialo. Zreszta dzisiaj tez, ale to juz resztki podmuchow :)
W sobote tez bylismy na kolacji u chlopakow. Po kolejnej tak swietnej kolacji oswiadczylem, ze jesli beda mi tak gotowac codziennie, to wlasnie sie im oswiadczam. Niestety oswiadczyny nie zostaly przyjete :p A do jedzenia bylo tak ( z tego co pamietam i rozpoznalem, a bylo duzo wiecej): na przystawke paluszki serowe owiniete w twarog i lososia wedzonego, malutkie zapiekanki z pesto, serem i miniaturkowymi pomidorami, krakersy z salami i serem plesniowym, krewetki w sosie pomidorowo jakimstam i jeszcze wiele rzeczy ktorych nie moglbym nazwac :) Na kolacje byla kuchnia egzotyczna, ktorej rowniez nie pamietam ale skladala sie na pewno z bambusa, trawy cytrynowej i wolowiny. Tyle skladnikow zapamietalem. Na deser natomiast ciasto czekoladowe na cieplo. Dodam tylko, ze wszystko wygladajace ladniej niz w najlepszej restauracji i oczywiscie przygotowane przez domownikow. Masakra. Nie dosc ze sam bym takich rzeczy nie wymyslil, to na pewno nie chcialo by mi sie tego przygotowywac!
Zeby jeszcze dorzucic do ognia, okazalo sie ze chlopaki maja w ogrodzie ogromne jacuzzi, w ktorym popijajac szampana zajadalismy wlasnie deser. Czy ja juz wspominalem, ze oni beda urzadzac moje mieszkanie/dom gdziekolwiek i kiedykolwiek sie pojawi? Nawet gdybym mial ich sciagac do polski!
Dodajac o jedzeniu, w przyszly weekend szykuje sie kolejna uczta z okazji 2 rocznicy Kitty i Lindy. Chlopaki obiecali przyniesc przystawki, dziewczyny ugotowac kolacje a ja obiecalem zrobic cos polskiego... Tylko jeszcze nie wpadlem co... Moze kanapki? :D Albo rosol? :D Tak bez wysilku ;) myslalem o pierogach, ale obawiam sie ze ktos moglby zginac podczas przygotowywania!
Na koniec dzisiejszej listy... lista :) Lista rzeczy do zrobienia w najblizszym czasie. Poniewaz dziewczyny ostatnio wiecznie sa splukane, to odkladaja wszystkie plany na przyszlosc. I tak uzbierala sie juz spora lista rzeczy do zrobienia. W przyszlym tygodniu na pewno nic z planow, bo impreza. Ale juz za 2 tygodnie trzeba zabierac sie za odrabianie. I tak do odrobienia jest wypad do ZOO, ktory odkladam juz od dluzszego czasu, ale nie chce mi sie isc samemu, wiec musze poczekac na Kitty i Linde. Jest rowniez wypad do Snow Planet, czyli sztucznego stoku snieznego zaraz obok Auckland - jednodniowa jazda na nartach kilka kilometrow od plazy ;) Nastepnie w kolejce jest wypad do Rotorua, gdzie Kitty bedzie robila tatuaz (takiego malego pyrtka na lydce). Rotorua to teren slynacy z aktywnosci wulkanicznej, czytaj gejzerow i kapieli blotnych :) No i ostatnie w kolejce to wypad na polnoc na piaszczysta, piekna, palmiasta plaze :) Ale to wypad przynajmniej na 2 dni, bo jest sporo km do zrobienia. Troche sie tego uzbieralo, wiec troche zejdzie zeby sie od tego odkopac :)
A tak apropos tatuazow. Moze by sobie tak strzelic tatuaz hmmm? (moja mama dostaje wlasnie ataku histerii :D )
Info
Zabieram się za pisanie długiego posta. Przed tym jednak odpalam aktualizację BIOSu. Jeśli się już dzisiaj nie pojawię, to zwalcie winę na HP :p
Dlaczego nie piszę
Bo nie mam czasu :) Proste. Mam wam dużo do napisania, ale jak zwykle czasu mało. Zastanawiam się, czy wolicie krótsze wpisy częściej, czy dłuższe jak ostatni, ale 2-3 razy w tygodniu? Obiecuję dzisiaj taki dłuższy na pewno.
17 września 2010
No to w ....
Pierwszy dzień na skuterze w pracy. Zarąbista sprawa, zarąbista jazda. SUPER. I to mijanie samochodów pasem dla autobusów :D Perfidne, ale jakże satysfakcjonujące. Wszystko pięknie ładnie, gdyby nie fakt, że w pracy wszyscy zapytali "a to nie słyszałeś, że dziś popołudniu przychodzi sztorm do Auckland?". Ekstra. Bo ja codziennie pogodę oglądam. Tak jakby się tu sprawdzała. Mam nadzieję, że i tym razem się nie sprawdzi i do końca dnia będzie piękne słońce...
15 września 2010
o wszystkim i o niczym
Sam nie wiem od czego zacząć. Mam do przekopiowania trochę rzeczy, ale postaram się to jakoś uporządkować :)
Zaczniemy od wycieczki na ryby. Pierwszą wycieczkę już znacie. Druga odbyła się w niedzielę. Tym razem pod główny most w Auckland. Długo się nie nałapaliśmy, bo znów dopadł nas ten przeklęty deszcz, ale tutaj ciekawostka. Po pierwsze w NZ nie potrzeba karty wędkarskiej. Ważne są tylko limity połowu w znaczeniu wielkości ryb. Granicy ilości nie ma, a przynajmniej podczas łowienia w słonej wodzie. W przypadku słodkiej wody wiem, że są służby, które nawet zatrzymują samochody na drodze, żeby sprawdzić jakie ryby i ile złowiono. Za karę mogą nawet... skonfiskować samochód! Druga ciekawostka to metoda łowienia w zatoce. O ile ja głównie spinninguję, ponieważ jeszcze spore braki w sprzęcie są, o tyle zauważyłem u konkurencji ciekawą metodę. Otóż za ciężarkiem znajduje się żyłka obciążona małymi ciężarkami a z niej wychodzą 3 przypony, każdy z osobnym haczykiem. Wygląda na to, że główna żyłka leży na ziemi, zaś trzy haczyki pływają sobie ponad dnem. To 3-krotnie zwiększa prawdopodobieństwo złapania czegoś :) Z drugiej strony zastanawiam się jak im się to nie pląta. Jak tylko uzupełnię sprzęt w jakimś sensownym sklepie, na pewno i takiej metody spróbuję :)
Jak się interesowaliście, miałem problemy z internetem. Ale problemy te wynikały z braku zainstalowanego internetu w laptopie, czytaj sterowników :) Tutaj należy wam się cała historia. Otóż siedząc na trademe pewnego dnia, zauważyłem laptopa. Laptop był po niskiej cenie, ponieważ się nie włączał. Tak było w opisie (napisane było, że zaraz po włączeniu się restartuje). Na jednym ze zdjęć jednak widać było wyraźnie konsolę awaryjną windowsa co dawało jakieś 99% szans, że system jest spitolony. I tak postanowiłem zaryzykować i kupiłem 17" laptopa, z multimedia center, z pilotem i wieloma bajerami (m.in. można odtworzyć dvd bez ładowania systemu) za około 1/3 wartości. No i przede wszystkim sprawdziło się, że wymiana systemu podziałała jak lekarstwo :) No może nie idealnie, co wynika z lenistwa firmy HP. Otóż do modelu dv9000, do którego domyślnie ładowano vistę, postanowiono nie supportować systemu windows XP. Ponieważ vista jest ble, trzeba było sie porządnie namęczyć, żeby uruchomić to cacko w miarę stabilnie, ale i tak zdarza mu się raz na kilka uruchomień nie załadować poprawnie sterowników do grafiki, przez co ekran się rozmywa. To praca na kolejne dni. A mój brak kontaktu z wami wynikał właśnie z problemami z połączeniem się z wifi (sterowniki). Internet natomiast teraz mam w domu, ponieważ dzieci Lindy miały internet sponsorowany przez ich tatę (w dodatku co rzadko się zdarza, nielimitowany). A wcześniej z internetem było różnie. Ponieważ wykształcenie IT robi swoje, to kombinując tu i tam internet po prostu był i kropka ;)
Napiszę wam też trochę o pracy. W pracy jest na przemian. Raz luz raz zapierdziel. Wynika to trochę z braku organizacji i tego, że muszę dokończyć ten pitolony projekt pod .net-em. W każdym układzie bycie jedyną osobą od IT ma swoje plusy i minusy. Plus jest taki, że nikt nie patrzy mi na ręce. gdybym powiedział, że będzie do napisania jedna strona w htmlu przez tydzień, to pewnie by uwierzyli :) W dodatku wszyscy się pytają, radzą i coraz bardziej są zorganizowani pod kątem tworzenia stron. Minus jest taki, że jako człowiek od IT jestem od wszystkiego... I tak nie dość, że czasem muszę sam sobie dociąć grafikę, nie dość, że sam muszę ripować dvd od klientów a potem przerabiać na flv, to jeszcze dochodzi uzupełnianie treści w CMSach, bo nikt sobie nie radzi z podstawami html-a (czyt. np pogrubianie tekstu). Ale nie ma co narzekać, narazie podoba mi się to co robię i przede wszystkim ludzie są super. Jak taka jedna wielka pracująca rodzina.
No to teraz najlepsza historia się zbiera, czyli zakup skutera. Skuter był pomysłem od dłuższego czasu, ponieważ łatwiej będzie dostosować się do warunków jeżdżenia po drugiej stronie, darmowy parking w centrum no i łatwiej przedrzeć się przez korki. I tak oto wpadł w oko pewien skuter w Orewa, czyli ok 40km od mojego domku autostradą. Wylądowaliśmy na miejscu po około 40 minutach. Oględziny wypadły bardzo pozytywnie, pomimo 2 uszczerbków - ledwo żywa bateria i nie do końca zamykający się korek od wlewu. Tak czy owak cena wyrównywała nieprzyjemności, wizyta w bankomacie i bierzemy skuter. Jak na złość oczywiście zaczęło lać zaraz po tym jak ruszyliśmy do bankomatu. Nadmienię tylko, że przez cały dzień była piękna pogoda, ale nikogo już to nie dziwi. Siadam więc na skuter i jedziemy. Z zamkniętą szybką od kasku nie da się jechać, bo ciemno a krople na szybce zupełnie zniekształcają obraz. Jadę więc z otwartą (świetny masaż dla twarzy). Im szybciej jadę, tym bardziej krople wrzynają mi się w każdy element odsłoniętego ciała. Już po 15 minutach jestem przemoczony, a zostało jakieś 90% drogi :) Dziewczyny jechały przede mną, ponieważ i tak bym nie trafił z tak daleka. Wracaliśmy oczywiście drogami zwykłymi, co spowodowało, że dystans zwiększył się do 60km. W pewnym momencie nasza droga zamienia się w 2 pasy a po chwili widnieje znak "początek autostrady". No to super. Odwrotu nie ma, bo przecież jak zawrócić?! No to gaz do dechy i do pierwszego zjazdu. Tutaj przerwa - skuter wyciaga 80km/h, a przynajmniej tyle jest na liczniku a wskazówka opierała się o bolec, więc uznajmy, że 80 :).
Pierwszy zjazd i zjeżdżamy, na szczęście nie było dużego ruchu. Nie zdążyliśmy dojechać do skrzyżowania ze zjazdu jak za mną pojawiają się migoczące czerwono niebieskie światełka :) Światełka się zbliżają i jadą za mną :) Zjeżdżamy na bok we 3 (ja, dziewczyny + policja). Panowie podjeżdżają do mnie i ruszają ustami. No tak, w kasku a pod kaskiem kaptur... ciężko usłyszeć co mówią. Ściągam więc kaptur i grzecznie przepraszam, że nie słyszałem :) Okazuje się, że panowie zatrzymali mnie ponieważ przekroczyłem na skuterze dozwolone 50km/h! LOL! Poza tym oczywiście nie wolno jeździć po autostradzie. Więc tłumaczymy się wszyscy, że dopiero co kupiliśmy, że (zgodnie z prawdą) zabłądziliśmy, że jestem tu od niedawna i w ogóle. Skończyło się na upomnieniu i wskazaniu prawidłowej drogi.
Reszta drogi bez przygód. Po prawie 3 godzinach ląduję w domu przemarznięty i przemoczony. Szybki ciepły prysznic i wskakuję pod kołdrę. Spać :)
Update do skutera. Minus posiadania skutera ze zdechłą baterią jest taki, że trzeba go odpalać od kopa. A jeśli się nie potrafi, to zalicza się pierwszą skuterową glebę :) I tak do ceny skutera należy doliczyć lusterko. No bo nikt mi nie powiedział, że jak się startuje skuter z kopa, to powinno się trzymać hamulec tylni a nie przedni (tak jak się startuje z klucza), bo kopiąc skuter opieram tylne koło o ziemię, a przednie wisi w powietrzu :] I tak skuter sobie pojechał sam :D Pierwsza lekcja zaliczona.
Jutro wybieram się do pracy skuterem, wiec będzie prawdziwy test w ruchu. Na początek jednak postanowiłem, że pojadę wcześnie rano, żeby ruchu za bardzo nie było. Poza tym muszę odwiedzić jakiś serwis, który mi uzupełni lusterko, bo bez lusterka to nie wolno :(
No i na koniec szok dla was (jak zwykle nie odrobiłem się z listy, ale jutro mam nadzieję dokończę). Uwaga - przerejestrowanie skutera. Dla ludzi o słabych nerwach, proszę o wygodnie usiądźcie w fotelach. Tak więc razem ze skuterem dostałem kartkę A4 z której 1/3 z moimi danymi oderwał sprzedawca. Z pozostałymi 2/3 uzupełniamy jeszcze raz swoje dane które składają się z imienia, nazwiska, adresu, daty urodzenia i numeru prawa jazdy. Następnie idziemy na pocztę, na której płacimy (sic!) 9 dolarów i... i tyle. Zostawiamy 1/3 na poczcie zaś 1/3 zostaje nam. Nowy dowód rejestracyjny przyjdzie pocztą. Całość załatwiona w niecałe 5 minut. Da się?
Zaczniemy od wycieczki na ryby. Pierwszą wycieczkę już znacie. Druga odbyła się w niedzielę. Tym razem pod główny most w Auckland. Długo się nie nałapaliśmy, bo znów dopadł nas ten przeklęty deszcz, ale tutaj ciekawostka. Po pierwsze w NZ nie potrzeba karty wędkarskiej. Ważne są tylko limity połowu w znaczeniu wielkości ryb. Granicy ilości nie ma, a przynajmniej podczas łowienia w słonej wodzie. W przypadku słodkiej wody wiem, że są służby, które nawet zatrzymują samochody na drodze, żeby sprawdzić jakie ryby i ile złowiono. Za karę mogą nawet... skonfiskować samochód! Druga ciekawostka to metoda łowienia w zatoce. O ile ja głównie spinninguję, ponieważ jeszcze spore braki w sprzęcie są, o tyle zauważyłem u konkurencji ciekawą metodę. Otóż za ciężarkiem znajduje się żyłka obciążona małymi ciężarkami a z niej wychodzą 3 przypony, każdy z osobnym haczykiem. Wygląda na to, że główna żyłka leży na ziemi, zaś trzy haczyki pływają sobie ponad dnem. To 3-krotnie zwiększa prawdopodobieństwo złapania czegoś :) Z drugiej strony zastanawiam się jak im się to nie pląta. Jak tylko uzupełnię sprzęt w jakimś sensownym sklepie, na pewno i takiej metody spróbuję :)
Jak się interesowaliście, miałem problemy z internetem. Ale problemy te wynikały z braku zainstalowanego internetu w laptopie, czytaj sterowników :) Tutaj należy wam się cała historia. Otóż siedząc na trademe pewnego dnia, zauważyłem laptopa. Laptop był po niskiej cenie, ponieważ się nie włączał. Tak było w opisie (napisane było, że zaraz po włączeniu się restartuje). Na jednym ze zdjęć jednak widać było wyraźnie konsolę awaryjną windowsa co dawało jakieś 99% szans, że system jest spitolony. I tak postanowiłem zaryzykować i kupiłem 17" laptopa, z multimedia center, z pilotem i wieloma bajerami (m.in. można odtworzyć dvd bez ładowania systemu) za około 1/3 wartości. No i przede wszystkim sprawdziło się, że wymiana systemu podziałała jak lekarstwo :) No może nie idealnie, co wynika z lenistwa firmy HP. Otóż do modelu dv9000, do którego domyślnie ładowano vistę, postanowiono nie supportować systemu windows XP. Ponieważ vista jest ble, trzeba było sie porządnie namęczyć, żeby uruchomić to cacko w miarę stabilnie, ale i tak zdarza mu się raz na kilka uruchomień nie załadować poprawnie sterowników do grafiki, przez co ekran się rozmywa. To praca na kolejne dni. A mój brak kontaktu z wami wynikał właśnie z problemami z połączeniem się z wifi (sterowniki). Internet natomiast teraz mam w domu, ponieważ dzieci Lindy miały internet sponsorowany przez ich tatę (w dodatku co rzadko się zdarza, nielimitowany). A wcześniej z internetem było różnie. Ponieważ wykształcenie IT robi swoje, to kombinując tu i tam internet po prostu był i kropka ;)
Napiszę wam też trochę o pracy. W pracy jest na przemian. Raz luz raz zapierdziel. Wynika to trochę z braku organizacji i tego, że muszę dokończyć ten pitolony projekt pod .net-em. W każdym układzie bycie jedyną osobą od IT ma swoje plusy i minusy. Plus jest taki, że nikt nie patrzy mi na ręce. gdybym powiedział, że będzie do napisania jedna strona w htmlu przez tydzień, to pewnie by uwierzyli :) W dodatku wszyscy się pytają, radzą i coraz bardziej są zorganizowani pod kątem tworzenia stron. Minus jest taki, że jako człowiek od IT jestem od wszystkiego... I tak nie dość, że czasem muszę sam sobie dociąć grafikę, nie dość, że sam muszę ripować dvd od klientów a potem przerabiać na flv, to jeszcze dochodzi uzupełnianie treści w CMSach, bo nikt sobie nie radzi z podstawami html-a (czyt. np pogrubianie tekstu). Ale nie ma co narzekać, narazie podoba mi się to co robię i przede wszystkim ludzie są super. Jak taka jedna wielka pracująca rodzina.
No to teraz najlepsza historia się zbiera, czyli zakup skutera. Skuter był pomysłem od dłuższego czasu, ponieważ łatwiej będzie dostosować się do warunków jeżdżenia po drugiej stronie, darmowy parking w centrum no i łatwiej przedrzeć się przez korki. I tak oto wpadł w oko pewien skuter w Orewa, czyli ok 40km od mojego domku autostradą. Wylądowaliśmy na miejscu po około 40 minutach. Oględziny wypadły bardzo pozytywnie, pomimo 2 uszczerbków - ledwo żywa bateria i nie do końca zamykający się korek od wlewu. Tak czy owak cena wyrównywała nieprzyjemności, wizyta w bankomacie i bierzemy skuter. Jak na złość oczywiście zaczęło lać zaraz po tym jak ruszyliśmy do bankomatu. Nadmienię tylko, że przez cały dzień była piękna pogoda, ale nikogo już to nie dziwi. Siadam więc na skuter i jedziemy. Z zamkniętą szybką od kasku nie da się jechać, bo ciemno a krople na szybce zupełnie zniekształcają obraz. Jadę więc z otwartą (świetny masaż dla twarzy). Im szybciej jadę, tym bardziej krople wrzynają mi się w każdy element odsłoniętego ciała. Już po 15 minutach jestem przemoczony, a zostało jakieś 90% drogi :) Dziewczyny jechały przede mną, ponieważ i tak bym nie trafił z tak daleka. Wracaliśmy oczywiście drogami zwykłymi, co spowodowało, że dystans zwiększył się do 60km. W pewnym momencie nasza droga zamienia się w 2 pasy a po chwili widnieje znak "początek autostrady". No to super. Odwrotu nie ma, bo przecież jak zawrócić?! No to gaz do dechy i do pierwszego zjazdu. Tutaj przerwa - skuter wyciaga 80km/h, a przynajmniej tyle jest na liczniku a wskazówka opierała się o bolec, więc uznajmy, że 80 :).
Pierwszy zjazd i zjeżdżamy, na szczęście nie było dużego ruchu. Nie zdążyliśmy dojechać do skrzyżowania ze zjazdu jak za mną pojawiają się migoczące czerwono niebieskie światełka :) Światełka się zbliżają i jadą za mną :) Zjeżdżamy na bok we 3 (ja, dziewczyny + policja). Panowie podjeżdżają do mnie i ruszają ustami. No tak, w kasku a pod kaskiem kaptur... ciężko usłyszeć co mówią. Ściągam więc kaptur i grzecznie przepraszam, że nie słyszałem :) Okazuje się, że panowie zatrzymali mnie ponieważ przekroczyłem na skuterze dozwolone 50km/h! LOL! Poza tym oczywiście nie wolno jeździć po autostradzie. Więc tłumaczymy się wszyscy, że dopiero co kupiliśmy, że (zgodnie z prawdą) zabłądziliśmy, że jestem tu od niedawna i w ogóle. Skończyło się na upomnieniu i wskazaniu prawidłowej drogi.
Reszta drogi bez przygód. Po prawie 3 godzinach ląduję w domu przemarznięty i przemoczony. Szybki ciepły prysznic i wskakuję pod kołdrę. Spać :)
Update do skutera. Minus posiadania skutera ze zdechłą baterią jest taki, że trzeba go odpalać od kopa. A jeśli się nie potrafi, to zalicza się pierwszą skuterową glebę :) I tak do ceny skutera należy doliczyć lusterko. No bo nikt mi nie powiedział, że jak się startuje skuter z kopa, to powinno się trzymać hamulec tylni a nie przedni (tak jak się startuje z klucza), bo kopiąc skuter opieram tylne koło o ziemię, a przednie wisi w powietrzu :] I tak skuter sobie pojechał sam :D Pierwsza lekcja zaliczona.
Jutro wybieram się do pracy skuterem, wiec będzie prawdziwy test w ruchu. Na początek jednak postanowiłem, że pojadę wcześnie rano, żeby ruchu za bardzo nie było. Poza tym muszę odwiedzić jakiś serwis, który mi uzupełni lusterko, bo bez lusterka to nie wolno :(
No i na koniec szok dla was (jak zwykle nie odrobiłem się z listy, ale jutro mam nadzieję dokończę). Uwaga - przerejestrowanie skutera. Dla ludzi o słabych nerwach, proszę o wygodnie usiądźcie w fotelach. Tak więc razem ze skuterem dostałem kartkę A4 z której 1/3 z moimi danymi oderwał sprzedawca. Z pozostałymi 2/3 uzupełniamy jeszcze raz swoje dane które składają się z imienia, nazwiska, adresu, daty urodzenia i numeru prawa jazdy. Następnie idziemy na pocztę, na której płacimy (sic!) 9 dolarów i... i tyle. Zostawiamy 1/3 na poczcie zaś 1/3 zostaje nam. Nowy dowód rejestracyjny przyjdzie pocztą. Całość załatwiona w niecałe 5 minut. Da się?
Subskrybuj:
Posty (Atom)